Zachować katolickość

Nie ustają komentarze na temat Synodu Amazońskiego. A większość z nich, wbrew nastrojom naszych polskich mediów katolickich, wcale nie jest utrzymana w duchu: „Nic się nie stało, kochani, nic się nie stało”. Ogromna większość komentatorów z każdej strony katolickiej debaty, przekonuje, że ten synod był elementem głębokiej rewolucji (w najlepszym razie głębokiej reformy Kościoła) i nic już nie będzie po nim takie samo.

Dokładnie taką opinię, a jest ona w pewnym sensie symptomatyczna dla tej debaty, wyraziła redaktor naczelna francuskiego katolickiego dziennika „La Croix” Isabelle de Gaulmyn. Jej zdaniem, Synod Amazoński to „koniec Kościoła trydenckiego”. Jaki jest problem z takimi komentarzami? Odpowiedź jest prosta: maskują one czy wręcz przesłaniają prawdziwy temat dyskusji. Tak się bowiem składa, że Kościół trydencki nie istnieje już od dawna, nie ma ani struktur społecznych, które go stworzyły, ani modeli pobożności, które wytworzył, ani nawet nastroju duchowego. Ogromna większość rozwiązań (poza dogmatyką), jakie proponował, także już nie funkcjonuje albo zostało zreformowanych. Trydent żyje tylko jako straszak, jako wymyślone zagrożenie, z którym trzeba walczyć. Prawdziwe pytanie, które przed nami stoi, nie brzmi: czy wrócić do Kościoła trydenckiego, ale… jak zachować to, co specyficznie katolickie w świecie płynnej nowoczesności, która coraz częściej przyjmuje – także wewnątrz Kościoła – postać postprawdy i „płynnej doktryny”. Nikt nie proponuje powrotu do przeszłości, bo go nie ma, ale pytanie, jak zachować to, co ważne, reformując to, co przypadłościowe, pozostaje istotne. A ujmując rzecz inaczej – jak pośród reformy (przybierającej niekiedy formę walki z Kościołem trydenckim) zachować to, co istotne, prawdziwe, to, co w Trydencie było wymiarem dogmatycznym, z którego zrezygnować nie wolno.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: