Libia - Zatrzymany marsz islamistów

Na ostateczny kształt parlamentu trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, przede wszystkim z powodu mieszanego systemu: 80 mandatów ma być rozdzielone między listy partyjne, a aż 120 między konkretnych kandydatów. Frekwencja wyniosła ok. 65 proc. (ok. 1,7 mln oddanych głosów). Tydzień po wyborach po przeliczeniu ok. 90 proc. głosów rozkład sił w „partyjnej” części wyglądał następująco: centrowy Sojusz Sił Narodowych (SSN) Mahmuda Dżibrila – 40 mandatów, islamistyczna Partia Prawa i Rozwoju (PPR) – 18, Front Narodowy – 3, Narodowa Centrowa Partia – 2, Hizb el-Watan – 2, 15 innych po 1.

Oczywiście układ sił może się zmienić, gdy będzie wiadomo, z którymi listami identyfikują się kandydaci indywidualni (aż 120), ale ogólna tendencja wskazuje na zwycięstwo SSN. Jak mówią jednak sami Libijczycy, głównym problemem w Libii nie jest to, czy rządzić będą „liberałowie” (jak się określa SSN), czy partia Bractwa Muzułmańskiego. Najważniejszym zadaniem będzie przezwyciężenie podziałów z czasów wojny domowej, podziałów plemiennych, regionalnych tendencji separatystycznych.

Pierwszy, udany krok

O miejsca w 200-osobowej konstytuancie walczyło ponad 140 ugrupowań politycznych oraz 2,5 tys. kandydatów indywidualnych (co nie znaczy, że niezwiązanych z partiami). Wybrani członkowie zgromadzenia ustawodawczego nominują 60 osób, które przygotują projekt konstytucji określającej przyszły ustrój kraju. Ustawa zasadnicza ma być następnie zatwierdzona w referendum. Wreszcie w 2013 r. planuje się nowe wybory parlamentarne.

Jak na kraj jeszcze w ub.r. targany wojną domową i do dziś będący tylko częściowo pod faktyczną kontrolą władz centralnych wybory przebiegły sprawnie. Z powodu niestabilnej sytuacji nie otwarto jedynie nieco ponad stu spośród 1554 lokali wyborczych – głównie na pustynnym południu i na wschodzie. W regionach saharyjskich wciąż dochodzi do starć na tle plemiennym. Największe zagrożenie stwarzają jednak zbrojne...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: