Mielizna

Po nagłej śmierci Życińskiego wydawało się, że sprawa ulegnie poprawie. Rzeczywiście, trochę się zmieniło na lepsze, gdyż przegląd prasy zaczął wreszcie uwzględniać „GP”. Niestety, od pewnego czasu zaczęło wracać stare. Jak bowiem łatwo da się zauważyć, w przeglądzie prasy znowu pomijane są niektóre artykuły ukazujące się w „Gazecie Polskiej” i „Gazecie Polskiej Codziennie”, choć dotyczą one spraw stricte kościelnych. Na przykład, jeden z najnowszych serwisów (chodzi o ten wydany 11 bm.) pomija mój felieton pt. „Problemy lubelskie”, w którym poruszyłem m.in. sprawę protestu środowisk patriotycznych pod Katolickim Uniwersytetem Katolickim. Jest to działanie jak za czasów nieświętej pamięci Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, kiedy to istniały tzw. zapisy zarówno na poszczególne sprawy, jak i na nazwiska konkretnych autorów. Oczywiście rozumiem powody, dla których mój felieton może być niewygodny dla obecnego metropolity lubelskiego, abp. Stanisława Budzika, który jako wychowanek abp. Życińskiego zastąpił go nie tylko na urzędzie kanclerza wielkiego KUL, ale jest także szefem rady programowej KAI. Nie powinno to jednak być powodem do stosowania cenzury, bo takie działanie jest sprzeczne z etyką dziennikarską.

Co do drugiego serwisu KAI, wieczornego, to jest on przeglądem najważniejszych wydarzeń, które w danym dniu miały miejsce w Kościele polskim. Niestety, tu także widać złą selekcję. Na przykład w serwisie z 1 bm. pominięto wspominany protest w Lublinie, choć media lubelskie go relacjonowały. Podobnie jest z innymi wydarzeniami, które są niewygodne dla niektórych przedstawicieli władz kościelnych. A szkoda, bo to sprawia wrażenie, że Kościół polski ma wiele do ukrycia. Poza tym w dobie internetu wiara, że coś da się ukryć, jest iluzją. Ignacy Krasicki, który przecież był biskupem katolickim, pisał: „Prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Słowa te dedykuję radzie programowej KAI.

W tym kontekście wyrażam słowa solidarności z...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: