Życie jest ważne, ale są sprawy ważniejsze…

Festiwal stał się miejscem spotkań ludzi z wielu krajów. Opowiadamy nie tylko o polskiej drodze do wolności, ale też o drodze Węgrów, Czechów, Rumunów czy Bałtów. Razem tworzymy wspólnotę w traumie życia w państwach dotkniętych komunistycznym totalitaryzmem – przekonuje Arkadiusz Gołębiewski. Z dyrektorem i pomysłodawcą Festiwalu Filmowego Niepokorni Niezłomni Wyklęci rozmawia Magdalena Łysiak.
 
Zakończył się XI Festiwal Filmowy NNW. Jak go Pan ocenia?
Tegoroczna edycja po raz kolejny udowodniła, że sprawdziła się nasza intuicja, aby poszerzyć festiwal o historię krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Od kilku lat festiwal stał się miejscem spotkań ludzi z wielu krajów. Opowiadamy nie tylko o polskiej drodze do wolności, ale też o drodze Węgrów, Czechów, Rumunów czy Bałtów. Goście przyjeżdżali do nas z bliźniaczymi historiami, z tymi samymi przeżytymi traumami, z podobnymi dylematami. Wszystkie kraje dotknięte totalitaryzmem komunistycznym mozolnie wychodzą z traumy, dlatego doskonale się rozumiemy, tworzymy pewną wspólnotę. Okazuje się też, że niewiele wiemy o tym, co działo się u najbliższych sąsiadów – na przykład jak bardzo prześladowany był Kościół katolicki w Czechosłowacji lub to, że wiele dzieci albańskich (nawet niemowlęta) zginęło w obozach dla wrogów ludu. Historia innych krajów staje się platformą współpracy, elementem dialogu, często trudnego, nawiązywanego po raz pierwszy między dawanymi antagonistami. Przecież pogranicza nierzadko rodziły konflikty i zatargi. Ale w jakiś sposób staliśmy się liderem dla Europy Środkowo-Wschodniej, co zawsze podkreślają nasi goście, mówiąc, że pokazaliśmy im, jak można rozmawiać o dziejach najnowszych.
 
Festiwal NNW przez 11 lat bardzo się rozwinął – teraz to duże, międzynarodowe wydarzenie…
Na początku spełnialiśmy ważną rolę – oprócz tego, że przywoływaliśmy wiele zapomnianych historii, to daliśmy twórcom przestrzeń do ich opowiadania...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: