Robert Tekieli

Mimo wyborów, które już lada dzień, pod pióro cisną mi się zupełnie inne i fantastyczne wręcz tematy. Na przykład: rola muzy w twórczości malarza i poety (znamy też parę męskich muz, gdyż Wielkie Panie naszej sztuki – Boznańska, Dąbrowska – też miewały pobudzających ich wenę, często dużo młodszych adoratorów). Dalej równie frapująca kwestia: naukowa recepcja mojego kwartalnika „bruLion”. Pomyślałem o tym, czytając wiersze zebrane jednego z poetów pokolenia brulionu, gdy równolegle w ręce wpadł mi artykuł naukowy pt. „»Brulion« jako pismo literackie i kulturalne schyłku XX wieku (zarys problematyki)” Jacka Ladoruckiego z Acta Universitatis Lodziensis. Folia Librorum 11, 47–71 z 2002 roku.

Kiedy czytam „Lodziensis”, mam tylko jedno skojarzenie: prześmiewcza „Bitwa pod Łodzią” Darka „Brzóski” Brzoskiewicza z „Tygodnika postNowożytnego”, który z Wojtkiem Wenclem robiliśmy przy „Nowym Państwie” Adama Lipińskiego. Wiekopomny „postTygodnik trafił niestety na czasy przed-cyfrowe. I o ile o „bruLionie” naucza się na uniwersyteckich polonistykach, o tyle dwuTygodnik zatonął w odmętach czasu. Rozpoczęliśmy w nim kształtowanie nurtu prawicowej ekologii, pisaliśmy o postmodernizmie wieszczącym koniec historii i upadek wielkich narracji. Temat ważny, bo dominacja tej neomarskistowskiej filozofii doprowadziła po kilku dekadach do całkowitego zniszczenia sensu polityki, historii i sztuki. Widać to najlepiej na przykładzie impotentnego potworka nazywanego „sztuką współczesną”. Pierwsze jej pokolenie – futuryści i abstrakcjoniści, często zdeklarowani marksiści – z radością i zaangażowaniem dokonywało dekonstrukcji formy życia, która jest człowiekowi niezbędna, by oddychać – czyli sztuki. Od dawna bolałem nad losem geniusza Pierre’a Bonnarda, malującego na przełomie XIX i XX wieku, aż do lat czterdziestych, którego zachodnia, neomarksistowska krytyka zamilczała, by dać miejsce niszczącym wyobraźnię człowieka Zachodu rewolucyjnym bohomazom Wassily’a...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: