Bębniarz, dożynki i nalewki, czyli „Barwy kampanii”

Felieton [Widziane z Brukseli]

Można by nakręcić polski remake amerykańskiego filmu polityczno-sensacyjnego „Barwy kampanii”. Mógłbym współtworzyć scenariusz: cztery razy skutecznie kandydowałem do Parlamentu Europejskiego, cztery razy do Sejmu RP (w połowie z dobrym skutkiem), raz  w wyborach samorządowych. Widziałem wiele. A nawet – bardzo wiele… Teraz pomagam w kolejnej kampanii sejmowej. Odwiedzam niezbyt duże miasto, słynące z ważnej fabryki. Zapraszają mnie na mecz piłkarski. Wywołują na środek boiska, wręczają koszulkę z moim nazwiskiem, kilkaset osób klaszcze i, uwaga, nikt nie gwiżdże. Grupa zagorzałych kibiców skupia się wokół bębna, na którym bębnowy wybija odpowiedni rytm i skanduje klubowe hasła. Gdy wracam do publiczności, pojedynczy człek na mój widok krzyczy: „konstytucja”, na co bębnowy wali w bęben  i rozkazuje: „Zamknij się!”. Skutecznie. Dożynki na Dolnym Śląsku. Jeden z wielu pracowitych weekendów. Piękne wieńce dożynkowe i stanowiska z lokalnym jadłem i napitkiem, a jakże!,
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze