Rosja płonie. Władze bagatelizują niszczycielski żywioł

To jedne z największych pożarów w historii Rosji. Ogień strawił 5,4 mln ha, czyli obszar odpowiadający około 17 proc. powierzchni Polski. Mimo tak ogromnego kataklizmu władze starają się albo nie dostrzegać problemu, albo w najlepszym razie go bagatelizować. Mit „wielkiej Rosji” trawi jednak żywy ogień.

Raport Greenpeace’u z 12 lipca nie pozostawia złudzeń co do skali problemu – to historyczny rekord. Ogień objął 5,4 mln ha lasów tajgi. Pożar wyemitował już 225 mln ton dwutlenku węgla, co odpowiada emisji z 49 mln samochodów w ciągu roku. Mimo to myli się ten, kto wierzy, że władze rosyjskie potraktują zagrożenie śmiertelnie poważnie.

Niech się pali
Pierwsze raporty o poważnych pożarach wypuszczono na początku lipca. Poinformowano wówczas, że ogień pojawił się w niedostępnych obszarach na terytorium Krasnojarska. Do końca miesiąca pożoga ogarnęła sąsiednie regiony: Irkuck, Transbajkalię i Buriację. Mimo że już wtedy ogień objął 2,69 mln ha, wcale nie obligowało to władzy do zajęcia się problemem. Wszystko ze względu na przepisy. W federalnym ustawodawstwie dotyczącym leśnictwa Federacji Rosyjskiej istnieje zapis 234-Ф3, w którym wskazano wprost: „Zakończenie, zawieszenie prac nad gaszeniem pożaru lasu można wykonać przy braku zagrożenia dla osiedli lub obiektów gospodarczych w przypadkach, w których szacowany koszt gaszenia pożaru lasu przekracza szacunkowe szkody, które mogą zostać nim wyrządzone”. Przekładając z urzędniczego bełkotu na język potoczny i warunki rosyjskie oznacza to jedno – tajgi nie gasimy, a problem zauważymy, gdy ogień dojdzie do miast. To z tego powodu dzisiaj gaszone jest jedynie około 9 proc. pożaru. W efekcie takiej taktyki strażacy przegrywają z żywiołem i w obliczu zagrożenia nie są w stanie nic zrobić.
5 sierpnia 2019 roku ogień dotarł do magazynów artylerii w pobliżu miasta Achinsk, powodując serię eksplozji. W chwili gdy oddajemy do druku niniejszy tekst, magazyny...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: