Sławcio wpada w ukraińską dziurę

Sławomir Nowak, były minister transportu, bohater afer i skandali, a od 2016 roku szef Ukrautodoru, Państwowej Agencji Dróg Ukrainy, ma się czego obawiać. „Skala korupcji w Ukrautodorze jest jedną z największych na Ukrainie, zaś kierujący nim Nowak musi być świadomy tego, co się dzieje” – wskazują ukraińscy eksperci. A prezydent Wołodymyr Zełenski mówi wprost o wsadzeniu do więzienia odpowiedzialnych za korupcję przy budowie dróg.

Od początku swej ukraińskiej kariery, w październiku 2016 roku, Sławomir Nowak miał się nad Dnieprem jak pączek w maśle. Jak wynika z jego deklaracji majątkowej, tylko w lipcu otrzymał 365 tys. hrywien (56 tys. zł) wynagrodzenia. W sumie za 2018 rok jego oficjalna pensja wyniosła 1,684 miliona hrywien (258 tys. zł). To kwoty astronomiczne, biorąc pod uwagę, że średnia pensja na Ukrainie wynosiła w styczniu 4173 hrywien (640 zł).

Nowak obniża rangę Ukrainy
Płacą mu sporo, bo i oczekiwania były duże. W momencie powołania na szefa Ukrautodoru Nowak był jednym z kilku zagranicznych specjalistów, których władza Petra Poroszenki wyznaczyła na kierownicze stanowiska w państwie. Mówiło się, że w ten sposób zachód i Unia Europejska chcą monitorować postęp reform nad Dnieprem. Nominacje cudzoziemców motywowano także tym, że byli oni rzekomo skutecznymi reformatorami w swoich krajach, a także, co szczególnie ważne, nie stanowili części skorumpowanego systemu władzy (później stało się jasne, że była to również ich wada – nie znając realiów, nie potrafili walczyć z systemem). Nie obyło się jednak bez krytyki. I tak były prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk stwierdził wręcz, że „zaproszenie cudzoziemca do władzy obniża rangę elity politycznej kraju”. Wszystko to działo się przy zaskoczeniu Polaków, znających Nowaka ze wszystkiego, tylko nie z ciężkiej i owocnej pracy.
Jaki jest bilans tych blisko trzech lat? Skromny, i to mimo że jeszcze we wrześniu ubiegłego roku były premier Ukrainy...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: