Homobarbarzyńcy

Wygląda na to, że naklejka dołączona do naszego tygodnika dwa numery temu pokazała – wyraźniej, niż się tego spodziewaliśmy – jak silne są zapędy zamordystyczne lobby skupiającego organizacje homoseksualistów i reprezentantów innych wersji upodobań seksualnych.

Jeśli ktoś przed akcją ze słynną już nalepką widział ich aktywność w kontekście walki o tolerancję, to już nie może mieć złudzeń. Ich tolerancja to po prostu terror. A ich działania są nakierowane wyłącznie na pałowanie ludzi sprzeciwiających się nadawaniu im praw, jakie przysługują małżeństwom. Albo i większych. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki te środowiska opisują same siebie – w ich manifestach osoby homoseksualne (a przynajmniej te aktywnie uczestniczące w szeroko rozumianej akcji lobbingowej) są lepsze od heteroseksualnej większości. Nawet dokument podpisany przez prezydenta Warszawy, znany powszechnie jako deklaracja LGBT, opisuje ich jako szczególnie cennych, wyróżniających się na tle innych. Jeżeli połączymy to ze sposobem, w jaki prezentowane są w mediach stojących na pierwszej linii frontu zamordyzmu ideologii LGBT wielodzietne rodziny, to otrzymamy pełen obraz ich świata. Zacofane, drążone wszelkimi patologiami, płodzące dzieci na 500 plus, żyjące z socjalu wielodzietne rodziny i kreatywne, radosne homozwiązki, będące dziś w zasadzie ostoją normalności i wzorem relacji międzyludzkich. Taki świat wyłania się z publikacji choćby propagandystów z Czerskiej. Tymczasem prawda jest taka, że środowiska LGBT są nastawione wyłącznie na destrukcję. To widać choćby w czasie ich tzw. parad. Nieodzownym elementem tych demonstracji są profanacje. Można śmiało powiedzieć, że nie ma homoimprezy bez szydzenia z Boga, z katolików. Czy na tym polega walka o tolerancję i jakieś swoje prawa? Drogą do równości ma być ranienie i poniżanie innych? Najwyraźniej tak. Sęk w tym, że taki scenariusz był już całkiem niedawno realizowany. Dokładnie taki sam. Bolszewicy też zainteresowani byli...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: