Zapomniany dowódca „Zośki”

Felieton [Przeszłość powróci ideą]

„Kpt. Białous jest i będzie wzorem do naśladowania dla żołnierzy Wojska Polskiego” – mówił minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak podczas uroczystości przyjęcia w kraju szczątków zapomnianego dowódcy harcerskiego Batalionu „Zośka”. Gdyby kpt. Ryszard Białous „Jerzy” został po 1945 roku w Polsce, zapewne walczyłby z drugim sowieckim okupantem, a teraz byłby hejtowany przez SLD i Krzysztofa Bondaryka, szefa specsłużb w czasach PO. Prochy bohatera sprowadzili do Polski żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, jednostki też znienawidzonej przez opozycyjnych totalniaków. Kpt. Białous nie został wyklętym przez komunistów Żołnierzem Niezłomnym. Po Powstaniu Warszawskim trafił z niemieckiego obozu jenieckiego do Wlk. Brytanii (służył u gen. Sosabowskiego), a potem do Argentyny, gdzie zmarł w 1992 roku. Teraz jego szczątki podążyły w odwrotną stronę – z Buenos Aires, przez bazę Ramstein w Niemczech, do Polski. W tej ostatniej drodze do umiłowanej Ojczyzny kapitanowi
     
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze