Nie grać z szulerami. Niezłomni solidarni

„Solidarność Walcząca” jako jedna z nielicznych organizacji podziemnych od samego początku twardo protestowała przeciwko rozmowom z komunistami przy Okrągłym Stole, wyborom czerwcowym i wreszcie temu, żeby to gen. Wojciech Jaruzelski został prezydentem.

Aby zrozumieć tak bezkompromisową postawę działaczy „Solidarności Walczącej” wobec przemian zainicjowanych przez komunistów w końcu lat 80., musimy wrócić do początków tej organizacji. Jest czarna noc stanu wojennego, wśród ukrywających się działaczy zdelegalizowanej Solidarności trwają dyskusje co do dalszej taktyki działań wobec reżimu Jaruzelskiego. We Wrocławiu są one szczególnie burzliwe. Ścierają się dwie koncepcje. Z jednej strony prezentowana przez ukrywającego się Władysława Frasyniuka idea krótkich strajków, które w konsekwencji miałyby doprowadzić do strajku generalnego, i z drugiej – pomysł, również ukrywającego się, Kornela Morawieckiego, który uważał, że należy organizować duże manifestacje pokojowe i w ten sposób wywierać presję na władzę. Morawiecki uważał też, że należy budować struktury, które w odpowiednim momencie będą gotowe do wystąpienia przeciwko komunistom. Podkreślał, że koncepcja Frasyniuka będzie powodowała niepotrzebne represje ze strony władz, którym dosyć łatwo byłoby wyłuskiwać uczestników takich strajków. Jego koncepcja, o czym napisał później w artykule „Jak walczyć?”, brzmiała m.in. tak: „Naszą podstawową bronią w tej wojnie ma być informacja i propaganda. Chcemy przeciwników przekonywać, a nie zabijać. Ale nasza taktyka powinna być taka, żeby to nasze straty były możliwie najmniejsze – ich największe”.

Świadectwo godności
Spory między nimi przybrały na sile w maju i czerwcu 1982 roku. Wtedy wykrystalizował się pomysł na utworzenie „Solidarności Walczącej”. Pod takim też tytułem ukazał się 9 czerwca pierwszy numer nielegalnego pisma, w którym można było znaleźć takie cele nowej organizacji: „Dlaczego walka? Aby...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: