Na chodniku historii

Wtedy właśnie pokazano miejsce nie tylko konkretnym żołnierzom – pokazano także miejsce Polsce. Na chodniku. Środkiem „Jezdni Dziejów” przetaczała się historia pisana rękami zwycięzców, a my mogliśmy popatrzeć z trotuaru. I tak miało zostać, wedle zamysłów naszych Friends.

Obama i „polskie obozy śmierci”, czyli Niemcy głaskali owczarki

Kiedy prezydent Obama z błyskiem śnieżnobiałych zębów rzucił słowa o „polskich obozach śmierci”, a potem nie uznał za stosowne, by  publicznie to jawne kłamstwo wyjaśnić i sprostować, to wpisał się tylko w ten sam sposób myślenia o Polsce i Polakach – nasze miejsce jest na poboczach nurtu dziejowego. Niektórzy mówią, że to zwykły błąd, lapsus, przejęzyczenie. Są tacy, któży ośmielają się twierdzić, że za zamieszaniem stoi zwykła ignorancja pracowników Białego Domu, a nawet samego prezydenta. Inni jednak uważają, że o żadnej ignorancji mowy być nie może. W końcu Barack Obama zaraz na początku kadencji chwalił się, że jego wujek wyzwalał Auschwitz. Złośliwcy zaczęli wskazywać, że szacowny krewny miał małe szanse dokonać tego bohaterskiego czynu, bo niemiecki obóz zagłady oswobadzała Armia Czerwona. A wśród przodków Obamy akurat czerwonych nie było. Ale to wszystko przecież były nieładne, rasistowskie dowcipy okropnych Republikanów. Ważne, że wuj Auschwitz wyzwalał. A jeśli tak, to najlepiej wie, co tam się działo. I jest możliwe, że już małemu Barackowi opowiadał, ćmiąc fajeczkę, jak to wyglądały te polskie obozy. Barak koło baraku. A wszystko wina Polaków. Barack się zasłuchał o barakach. I Polakach. I mu zostało w prezydenckiej świadomości.

Niedługo po fajerwerku historyczno-edukacyjnym głowy jankeskiego państwa o sprawie na swoim blogu wypowiedziała się fachowo Debbie Schlussel, potomkini polskich Żydów. Wedle niej Obama miał rację! Należy mówić o „polskich obozach śmierci”! Bo Polacy zamordowali miliony Żydów, obsługiwali obozy koncentracyjne i generalnie byli niezwykle chętni i...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: