Wolność czy frywolność słowa

Już w czasie wysłuchania portal wPolityce.pl umieszczał materiały o niektórych wystąpieniach. Pod relacją o mojej wypowiedzi pojawił się komentarz: „»Społeczeństwa prawdziwie demokratyczne cechują się tym, że obywatele nie obawiają się publicznie głosić tego, co w ich subiektywnym odczuciu jawi się jako prawda«. Doda się nie bała, Nergal się nie bał. Wojewódzki z Figurskim się nie bali. Człowiek-motyl się nie bał. Nieznalska się nie bała. Boniecki się nie bał. Tylko tego ostatniego nie ciągają po sądach”.

Zdanie pierwsze powyższego fragmentu jest cytatem z mojego wystąpienia. Przywołałem w nim znaną ideę wybitnego amerykańskiego filozofa Richarda Rorty’ego. Myśliciel ten, przeciwstawiając się metafizycznemu rozumieniu prawdy, argumentując przeciwko możliwości osiągnięcia przez nas Prawdy przez duże „P”, sformułował pewną radę. Brzmi ona tak: „Zatroszczmy się o wolność, wtedy prawda sama zatroszczy się o siebie”. Radę tę rozumiem następująco: jeśli dana zbiorowość wytworzy instytucje wspierające wolności słowa, to w przestrzeni swobodnego sporu toczonego otwarcie i bez lęku możliwe będzie odsiewanie ziarna od plew. To jednak jest możliwe tylko wtedy, gdy ludzie nie boją się mówić tego, co jawi się im jako prawda; gdy nie boją się publicznie błądzić.

Podczas wysłuchania publicznego wskazywano, iż nie jest najlepiej z demokracją i wolnością słowa w Polsce, skoro mówi się o tzw. drugim obiegu informacji, skoro ponad 2 mln obywateli podpisało wniosek do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji żądający zaprzestania dyskryminacji TV Trwam, skoro jedne media mogą liczyć na obfitą część tortu reklamowego, a inne są przez reklamodawców – najwyraźniej niekierujących się rachunkiem ekonomicznym – pomijane. Słowem, pokazano, że z instytucjonalnymi gwarancjami wolności słowa nie jest u nas dobrze.

Krytykowanie chrześcijaństwa: odwaga czy zabawa?

Dochodzimy do wątpliwości Pani Marii, która przywołała kontrowersyjne...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: