Niczego śmiesznego się nie spodziewajmy

Być może oblicze Wołodymyra Zełenskiego wcale nie jest takie zabawne i miłe, jakby wskazywał jego dotychczasowy wizerunek. I może to też dotyczyć spraw polskich.


Druga tura wyborów prezydenckich na Ukrainie już w niedzielę, 21 kwietnia. Póki co, prognozy pozostają miażdżące dla urzędującego prezydenta Petro Poroszenki. Według sondażu przeprowadzonego przez Ratting Group już podczas trwania kampanii w II turze wyborów W. Zełenski może liczyć na głosy ponad 70 proc. respondentów deklarujących pójście do urn. Niespełna 30 proc. może zagłosować na Poroszenkę. Nawet osoby życzące Poroszence jak najlepiej i aktywnie wspierające jego kampanię stwierdzają, że przegrana Poroszenki jest prawie przesądzona i że tylko cud może to zmienić. Politolog Jewhen Mahda jest bardziej ostrożny, ale i on uważa, że na razie szanse wyglądają jak 60 do 40 na rzecz Zełenskiego.

Ucieczka i pogoń
Zełenski wyraźnie unika bezpośredniej publicznej konfrontacji z Poroszenką. Jego sztab ma świadomość, że debaty mogłyby działać na rzecz urzędującego prezydenta. Na jego korzyść przemawia bowiem i doświadczenie polityczne, i wizerunek osoby poważnej, i zdecydowanie większe opanowanie. Tego ostatniego zabrakło Zełenskiemu, gdy doszło do jedynej na razie publicznej rozmowy kandydatów. Poroszenko zakasując swoją konkurencję, 11.04. w godzinach wieczornych przyjechał do studia telewizyjnego telewizji 1+1 w czasie emitowanego na żywo politycznego show „Prawo na władzę”. Ten kanał to matecznik Zełenskiego i jedna z części medialnego holdingu należącego do politycznego i biznesowego wroga Poroszenki – Ihora Kołomojskiego. Oligarchy, który bez wątpienia jest co najmniej współkreatorem idei kandydowania Zełenskiego. Poroszenko na wrogim sobie terenie próbował ściągnąć do studia Zełenskiego, ale ostatecznie odbyła się między nimi tylko rozmowa telefoniczna, a właściwie starcie, zakończone rzuceniem słuchawki przez Zełenskiego. Poroszenko po...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: