Wojna hybrydowa trwa w całej Europie

Rosja toczy szerszą wojnę. Przykładem może być Polska, gdzie rozpala się różnymi metodami polsko-ukraiński konflikt na tle historycznym. Tego samego można się spodziewać w stosunkach polsko-litewskich. Oczywiście rozumiem, że na tych „skrwawionych ziemiach”, jak określił Europę Środkową i Wschodnią historyk Timothy Snyder, jest wiele uśpionych konfliktów. Rosja je zna i może wykorzystać na potrzeby doraźnej polityki - z Jewhenem Mahdą, autorem książki „Wojna hybrydowa. Przetrwać i zwyciężyć”, rozmawiają Wojciech Mucha i Paweł Bobołowicz

Jest Pan autorem chyba pierwszego kompleksowego opracowania dotyczącego wojny hybrydowej. Na czym polega taka wojna?
Wojna hybrydowa to dążenia jednego kraju do podporządkowania sobie innego kraju za pomocą środków politycznych, ekonomicznych, militarnych i informacyjnych. To wojna, w której wbrew pozorom otwarte działania wojskowe nie są najważniejsze, co widać np. w Donbasie. Ta wojna nie prowadzi do zniszczenia milionów ludzi, lecz ma na celu spowodowanie, że sami podporządkują się wpływom sił zewnętrznych.

 Wojsko nie jest kluczowe w takim konflikcie?
W wojnie hybrydowej nie ma znaczenia, czy są to oddziały regularne wojska, czy nie. Ich głównym zadaniem jest wpłynięcie na psychikę ludzi. 

A więc który z elementów jest najważniejszy – „zielone ludziki”, separatyści, wpływ gospodarczy i informacyjny czy regularne wojsko? 
Uważam, że w wojnie hybrydowej najważniejsze znaczenie ma element informacyjny. Informacja w obecnych czasach rozchodzi się błyskawicznie i to ona przede wszystkim kształtuje rzeczywistość – wpływa na ludzi, którzy często wbrew swojej woli stają się jej przekaźnikami.

W wypadku wojny hybrydowej łatwo chyba prowadzić konflikt i jednocześnie wypierać się agresywnych zamiarów?
Oczywiście. Rosja nie uważa się za agresora w wojnie hybrydowej. Nie przyznaje się do...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: