Widzieliśmy zwycięstwo Majdanu

Wszystko wskazuje na to, że  Majdan zwyciężył. Że jego rewolucja, rozpoczęta na ulicy, tam też się zakończyła – jego wygraną. Demonstrujący zajęli wszystkie najważniejsze urzędy, a nawet urządzają sobie pikniki w byłej rezydencji Janukowycza. A jeszcze chwilę wcześniej prawie nikt nie wierzył w zwycięstwo…

20 lutego
Ranek

Krótki, nieprzyjemny świst. I już. Ludzie niedaleko nas osuwają się na ziemię. Nie ruszają się. Snajperzy nie celują w pierwszą linię frontu. Strzelają, żeby terroryzować.
W hotelu Ukraina szpital. Co chwila ktoś przy nas umiera.
Na ul. Instytuckiej wciąż leżą ranni. Ratownicy nie są w stanie do nich dojść, bo są ostrzeliwani.
Ludzie wciąż padają. Ofiar jest bardzo wiele. Stoimy na rogu barykad Instytuckiej. Medyk krzyczy, że strzelają też z karabinów. Wnoszą człowieka z rozerwaną szyją.
Uciekamy. Mijamy babcię z drewnianą pałką. Zapłakana patrzy tępo przed siebie.
Niewiele zapowiadało ten koszmar. Nagle, podczas pozycyjnych walk, Berkut zaczął się wycofywać. Bojownicy ruszyli za nim. Jeden z nas był przy Instytuckiej, drugi bardziej na prawo. W pewnym momencie wybuchł skład koktajli mołotowa. A potem się zaczęło. Strzały wszędzie. Zaplanowana rzeź.

Wieczór
Idziemy do sztabu Samoobrony Majdanu. Mijamy grupkę bojowników, wśród namiotów sotni montujących  groteskową katapultę. Jej ramię, mające w domyśle wyrzucać mordercze pociski, zakończone jest niewielkim garnkiem. Walery zamienia z nami parę słów. „Wiemy, że ze snajperami nie mamy szans. Ale może choć trochę spowolni to pochód Berkutu”. Pytamy, czy to rozkaz dowództwa. – Dowództwo? Teraz jesteśmy freelancerami - odpowiada Walery.
Dotarliśmy do sztabu. Zajmuje on teraz modną kawiarnię, znajdującą się na bulwarze Hreszczatyk. Wśród metalowych blatów i czerwonych foteli śpią bojownicy, przechadzają się wciąż zamaskowani rewolucjoniści, a dowódcy sotni debatują.
–...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: