Pomnik ciszy. Na przekór trudnościom

W chwili, gdy biorą Państwo do ręki niniejszy numer „Gazety Polskiej”, pomnik powinien rozbłysnąć 96 światłami wychodzącymi z dołów katyńskich, skierowanymi w niebo. Jest to nie tylko symbol wszystkich ofiar tragedii smoleńskiej, ale też wiecznej pamięci, którą jesteśmy im winni.

Jerzy Kalina nie lubi mówić o trudnościach, jakie go spotykały przy budowie pomnika Smoleńskiego. – Nie rozdzieram szat, bo mam świadomość, ile dzieł rozmaitych artystów zostało podobnie potraktowanych – mówi „Gazecie Polskiej”. A jednak warto wspomnieć, że rzeźbiarz zdążył się już przyzwyczaić do „nieoczekiwanych” wypadków wokół swojej pracy. W nocy poprzedzającej odsłonięcie pomnika Katyńskiego w Podkowie Leśnej (już w 1990 r.) ktoś oderwał litery, Krzyż we Włocławku upamiętniający męczeństwo księdza Jerzego Popiełuszki nieznany sprawca próbował zniszczyć ciężkim przedmiotem (młotem?), a pomnik Pileckiego we Wrocławiu był kilkakrotnie bezczeszczony. Tym bardziej upamiętnienie ofiar tragedii smoleńskiej nie obyło się bez trudności.

Batalia o pomnik
Salon chciał zohydzić ideę pomnika na różne sposoby. Już z założenia kolejne upamiętnienia miały być zbędne. „Aktualizujemy mapę pomników smoleńskich. Jest ich już ponad 460” – pisała „Gazeta Wyborcza”, choć autorowi chodziło pewnie o najdrobniejsze upamiętnienia, jak zasadzone dęby czy tablice z inskrypcjami. Potem zaczęła się batalia o TEN pomnik smoleński, najważniejszy, zorganizowany przez Komitet Społeczny Budowy Pomników. Ówczesna prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz chciała zdecydować o jego lokalizacji jeszcze w 2015 roku, wykonując pozorne gesty pojednania przed wyborami, wskazując róg ulic Trębackiej i Focha, a więc na uboczu tras turystycznych i poza obszarem uroczystości państwowych. W październiku 2017 roku zdecydowano, że pomnik stanie na skwerze ks. Twardowskiego – na zwieńczeniu osi saskiej. „Wyborcza” piórem Tomasza Urzykowskiego krytykowała lokalizację: „...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: