Od Hitlera do Euro 2012

Hitler zaczął, ale miał dobrych kontynuatorów pod każdą szerokością geograficzną i w każdym ustroju. Po sąsiedzku, jeśli można tak to określić – choć z drugiej strony to ten sam naród – NRD stosowała na potęgę doping, w imię komunistyczno-teutońskiej racji stanu. Pływaczki, łyżwiarki i lekkoatletki z Renate Stecher na czele faszerowano „koksem”, aby socjalizm pokazał, że jest górą w konfrontacji z krwiożerczym kapitalizmem. Ale nie tylko narodowi socjaliści i komuniści (w obu wymienionych przykładach chodziło o różne, ale cały czas te same Niemcy) kręcili przy sporcie polityczne lody.

Ciekawe, że dotyczyło to również państwa uważanego w pewnej mierze za kolebkę nowoczesnej demokracji i za jej strażnika. Gdy letnie Igrzyska Olimpijskie – proszę nie używać terminu „olimpiada”, bo ściśle biorąc, oznacza on nie same igrzyska, lecz… czteroletni okres między nimi – odbywały się w 1996 r. w amerykańskiej Atlancie, to „Jankesi” wykręcili szowinistyczny numer dekady. Kiedy przez pierwsze trzy dni reprezentacja USA, ku powszechnemu zdumieniu, nie zdobyła żadnego złotego medalu – a o miejscu decyduje ilość zdobytych krążków z najcenniejszego kruszcu – to zmienili… zasady klasyfikacji medalowej. Miało się brać pod uwagę liczbę medali w ogóle, a nie medali złotych. Skądinąd Polska zaczęła z wielkim przytupem, zdobywając już w pierwszych 48 godzinach dwa złote medale i dłuższy czas niespodziewanie prowadziła w normalnej klasyfikacji medalowej. Ale nie tej, którą światu przedstawiali rodacy Lincolna: USA było na czele klasyfikacji „amerykańskiej”, ponieważ zdobywało dużo medali. Dopiero czwartego dnia, gdy zaczęto grać amerykański hymn, USA wróciły do „normalnej” klasyfikacji. Ale wstyd pozostał. To oczywiście inna skala niż wyczyny niemieckich gospodarzy letnich igrzysk w 1936 r., ale pokazuje, że organizatorzy wielkich imprez sportowych robią wszystko, aby odciąć od nich polityczne kupony.

Junta korumpuje

W 1978 r. Piłkarskie...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: