Władza ma nakaz

Decyzja, by na poczet przyszłych długów zaoszczędzić na emeryturach Polaków, została poddana społecznym konsultacjom – Donald Tusk skonsultował ją z Waldemarem Pawlakiem. I więcej nie trzeba. Dwa miliony podpisów? Może być i dziesięć, i władzy to nie wzruszy, bo to przecież i tak podpisy tych, którzy na nią nie głosują. Władza ma swoją klientelę, o nią stara się zadbać, a resztę ma tam właśnie, gdzie Alfred Jarry miał mieszczańską widownię.

Dobrze widać w tej sprawie hierarchię ważności, jaka się buduje w Europie. Tę, którą pokazał rozwój wypadków we Włoszech czy w Grecji, gdzie rządy obaliło nie niezadowolenie własnego społeczeństwa, ale zmarszczenie brwi „rynków finansowych”. Tusk nie boi się Polaków, a w każdym razie boi się ich mniej niż lichwiarzy, u których siedzi w kieszeni. Obywateli przywykł lekceważyć. Wie, że w razie czego pośle się do roboty dodatkowych pijarowców i płatnych kłamców z lizusowskich wobec niego mediów, wymyśli się jeszcze jedną „narrację” i „wrzutkę”, zabajeruje, popajacuje, poczaruje albo postraszy, i jakoś tam się ich spławi. A z bankierami tak nie ma. Gulden na rękę albo, jak to ujmuje zionący miłością „bohater” rządzącej formacji, poszli won.

Ciekawa sprawa, czy stojąca za bankowym dyktatem eurokracja zdaje sobie sprawę, do czego w dłuższym czasie musi on doprowadzić? Bo przecież tak bezwzględne dojenie europejskich społeczeństw musi skończyć się załamaniem poziomu życia, a więc konfliktami społecznymi, które wobec demograficznej zapaści państw zachodnich i dynamicznego rozrostu w nich imigranckich mniejszości rychło przerodzą się w konflikty etniczne. A połączenie roszczeń materialnych z napięciami etnicznymi to najbardziej wybuchowa mieszanka, jaka istnieje. Nie wykluczam, że eurokracja zdaje sobie z tego sprawę i dlatego zamierza walczyć z kryzysem tak, aby go w maksymalnym stopniu przerzucić na „nowych członków” wspólnoty.                         

www.rafalziemkiewicz.salon24.pl
[pozostało do przeczytania 4% tekstu]
Dostęp do artykułów: