Kromka z kremem Nivea. Zaraza ze Wschodu

Kilka razy mieliśmy do czynienia z hordami bolszewickimi, które wdzierały się do Polski, siejąc zamęt, mordując, gwałcąc i grabiąc na potęgę. I za każdym razem był to dla Polaków traumatyczny kontakt z armią, którą cechowało najwyższej miary zdziczenie i iście barbarzyńskie podejście zarówno do życia, jak i mienia ludzkiego.

Zofia Kossak-Szczucka opisywała w „Pożodze” horror z okresu wojny polsko-bolszewickiej. Sowietów scharakteryzowała tak: „Byli nieobliczalni i straszni w swem niepodleganiu żadnej rozumowej możliwości. (…) Żądza krwi stawała się u nich nałogiem takim jak palenie tytoniu lub wódka, i ludzie ci bez mordu obejść się nie mogli. (…) Ich śpiew przypominał wycie zwierząt”. Z kolei genialne pióro Sergiusza Piaseckiego oddało znakomicie klimat agresji Rosjan w roku 1939. W „Zapiskach oficera Armii Czerwonej”, fikcyjnym pamiętniku krasnoarmiejca, opisał nie tylko starcie na polu polityczno-dziejowym, lecz także tym najzwyklejszym, dotyczącym różnic cywilizacyjnych. Sowiecki oficer dziwiący się temu, że na ulicach Wilna można kupić chleb, niepotrafiący nalać wody do wanny (bo z jednego kurka leci woda zimna jak lód, a z drugiego ciecze gorąca jak ukrop), czy wreszcie myjący głowę w muszli klozetowej – to obraz z jednej strony zabawny, a z drugiej przerażający.
Gdy Sowieci „wyzwalali” nas w latach 1944/1945, nadeszła kolejna, potworna fala zniszczeń, grabieży i mordów. Najpierw szły oddziały frontowe, za nimi „drugi rzut”, rezerwy i kwatermistrzostwo, trzecie były jednostki NKWD, ustanawiające w brutalny sposób nową władzę w okupowanej Polsce.

Barbarzyński potop
Sowieci mordowali i wywozili do łagrów akowców i żołnierzy rodzącego się podziemia antykomunistycznego. Nasz kraj zalał istny potop barbarzyństwa – ruscy rabowali, co się dało i gdzie się dało, od inwentarza w gospodarstwach wiejskich, przez słynne zegarki i rowery, ubrania, meble, aż po elementy wyposażenia fabryk i maszyny. Do...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: