Konserwatywni inaczej

Nic dziwnego, że w partii rządzącej pojawiły się głosy krytyczne wobec obecnej linii ugrupowania. Ujawnił się też lider konserwatystów – minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. Jego pomysły deregulacyjne nie wszystkim się podobają, trzeba jednak przyznać, że polityk z Krakowa to kategoria wagowa zupełnie inna niż Joanna Mucha, Sławomir Nowak czy Radosław Sikorski.

Polityce ciągłego lansu, podlizywania się obcym mocarstwom, żenującej niekompetencji Gowin przeciwstawił program zmian. Do tego wypowiadał się ostro w obronie swoich konserwatywnych przekonań. Ujawnili się też stronnicy ministra. Poseł Jacek Żalek zaproponował klauzulę sumienia dla aptekarzy, którzy mieliby prawo odmówić sprzedaży środków wczesnoporonnych. Z kolei poseł Antoni Mężydło publicznie stwierdził, że konserwatystów w klubie parlamentarnym PO jest od 60 do 90.

Media zaczęły spekulować o tym, jaką rolę odegrają gowinowcy. Szefa resortu sprawiedliwości przedstawia się jako następcę Tuska lub lidera nowej, centroprawicowej partii, która zepchnie PiS na skrajnie prawicowy margines. Z nadzieją w stronę ludzi Gowina zerkać zaczęli politycy kanapowych PJN i Solidarnej Polski.

Oceniając jednak realnie siłę frakcji konserwatywnej, jej zwolennicy raczej się przeliczą. Faktyczna liczba stronników Gowina jest w istocie bardzo niewielka. Osoby określające się jako konserwatyści są w różnych koteriach wewnątrz partii. Każda z nich zupełnie inaczej rozumie też swoją prawicowość. Przyjrzyjmy się, jak naprawdę wygląda „prawe skrzydło” partii rządzącej.

Spacyfikowani i rozdrobnieni

Politycy PO w prywatnych rozmowach przyznają, że podziały ideowe nie mają w ich partii już żadnego znaczenia. – Ostatni spór na linii konserwatyści–liberałowie miał miejsce w czasie, gdy jednym z liderów był Jan Rokita. Walkę o przywództwo z Tuskiem przegrał, wcześniej jednak udało mu się przeforsować kandydaturę Bogdana Zdrojewskiego na szefa klubu PO. Zresztą...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: