Polska ma sprzymierzeńców w dążeniu do prawdy. Historia Polski w czasie Zagłady

Jest niekiedy taka tendencja, by minimalizować znaczenie Polaków, którzy ratowali Żydów, przy jednoczesnym podkreślaniu, że tych, którzy splamili się kolaboracją, było więcej. Jest to jednak zabieg publicystyczny. Nie ma żadnego opracowania naukowego, które pozwalałoby wykazać taką karkołomną tezę – z Jakubem Kumochem, ambasadorem RP w Szwajcarii, rozmawia Grzegorz Wszołek.



Po objęciu przez Pana placówki wiedza o polskich dyplomatach w Szwajcarii, którzy ryzykowali życie, by pomóc Żydom w czasie okupacji, znacznie się rozszerzyła. Skąd Pana fascynacja postacią Aleksandra Ładosia i grupą berneńską?

Nie fascynuje mnie Aleksander Ładoś, mimo że uważam go za wielkiego bohatera. Fascynuje mnie prawda historyczna – coś, co się stało w Poselstwie RP w Bernie w latach 1940–1945, a dziś widzimy już, że nie tylko tam. Mamy moralny obowiązek dbania o pamięć o swoich poprzednikach, zwłaszcza że ci na tę pamięć zasłużyli. Aleksander Ładoś i jego ludzie położyli na szali swoją karierę i zrobili z siebie fałszerzy paszportów. Mogli liczyć się z najgorszymi konsekwencjami, z wydaleniem ze Szwajcarii włącznie. A wokół Szwajcarii byli praktycznie tylko Niemcy i ich sojusznicy. To oczywiste, co mogło się stać.

Jarosław Papis w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” stwierdził niedawno, że świat – a nawet ogromna część Polaków – nie wie, kim był Aleksander Ładoś. I to jest jeden z podstawowych problemów polskiej narracji historycznej, która się nie przebija do opinii publicznej.

Cenię Jarosława Papisa i sporo na ten temat rozmawialiśmy, ale jak wiadomo – gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania. Nie interesuje mnie załamywanie rąk nad kondycją polskiej narracji, tylko działanie. Akurat jak zadaje mi pan to pytanie, kontaktowała się ze mną CNN, w ubiegłym miesiącu o grupie Ładosia pisała Jewish Telegraphic Agency, i to chyba dwa razy. W Yad Vashem trwa proces przyznania Ładosiowi,...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: