Moda na chwasty. Zanim użyjesz randapu

Wyjedliśmy cały szczaw z nasypu i wszystkie śliwki mirabelki jedliśmy – palnął kiedyś Stefan Niesiołowski, atakując działaczy walczących z plagą niedożywionych i głodnych dzieci w Polsce. Po kilku latach od tej wypowiedzi popularność zdobywa ruch zbieraczy żywności, którzy przekonują, że smaczne i zdrowe jedzenie jest tuż obok nas. I to za darmo.

Moment przejścia od kultury zbieracko-łowieckiej do rolnictwa był z pewnością jednym z najbardziej przełomowych na osi czasu życia ludzkości. To właśnie ten okres sprawił, że wykształciła się koncepcja wsi i miasta. Ludzie zaczęli silniej ingerować w przyrodę, a także stopniowo się od niej uniezależniać. Jest jeszcze jedna kwestia – to właśnie wtedy pojawia się problem chwastów, które trzeba koniecznie zwalczać.

Idea chwastu
Co kryje się za pojęciem chwast? Według rolnika to po prostu roślina, której na danym areale po prostu nie powinno być. To normalne, wszak uprawiając zboże nie chcemy, aby nasze łany zakłócały jakiekolwiek inne organizmy, które stanowią konkurencję w walce o wodę, składniki pokarmowe i światło. Pozbycie się chwastów przypomina więc torowanie drogi dla roślin pożądanych przez rolnika. To zapewnia nie tylko większe plony, ale również łatwość zbioru i dalszego przetwarzania. Najczęściej więc chwasty występują w konkretnych uprawach i mają znaczenie głównie gospodarcze, ponieważ potrafią obniżyć plon albo utrudnić zbiór. Któż z nas nie pamięta biblijnej przypowieści o kąkolu, który rośnie razem z pszenicą, aby podczas żniw zostać oddzielonym i spalonym. Zresztą roślina ta do XX wieku spędzała sen z powiek rolnikom, zatruwając zbiory zbóż. Dość powiedzieć, że od 2 do 5 nasion kąkola na 1000 ziarniaków zboża stanowiących paszę może spowodować śmierć bydła i drobiu, a w wypadku świń wystarczy nawet jedno nasiono na 1000 ziarniaków zbóż. Nic dziwnego, że ludzkość od wieków próbowała sobie z tym problemem poradzić i przypisywała szczególną rolę...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: