Kwiaty? Na prochach większe przebicie!

Kino amerykańskie lubi występnych bohaterów, pod warunkiem że mają charakter. Skłoni widza, by sprzyjał nawet gangsterowi, gdy ten wojuje z większym łajdakiem. A ober-draniem, wiadomo, jest system, państwo, elity. Stary kwiaciarz w „Przemytniku” Eastwooda przemyca prochy dla meksykańskiego kartelu, bo bank go zlicytował, a kartel dobrze płaci. Niedawno w filmie pod takim samym tytułem z Thomasem Hardy i Jessicą Chastain pokazano ferajnę bimbrowników. Też byliśmy po ich stronie.

Ale Eastwood robi także film rodzinny, a nie jedynie o mafii. Sam gra bankruta, któremu brylowanie na zjazdach hodowców kwiatów przesłoniło życie rodzinne. Jego rodzona córka wciela się w tę filmową. Mamy tu też żonę i wnuczkę, i wszystkie z pretensjami, że zmarnował im życie. Czy można to naprawić? Tak, kasa od mafii pozwala wszystkim wyjść uczuciowo na prostą. I jak w takiej sytuacji porzucić niecny proceder?

Po drugiej stronie są mafiosi i policja. Pierwsi to regularni płatnicy, ale targani krwawymi konfliktami, w dodatku śledzą i rygoryzują kwiaciarza w jego kursach między Meksykiem i USA. Policjanci, długo niedojdy, namierzą w końcu bezimiennego Dziadka, który wymyka się z sieci, ale nie potrafią odkryć jego tożsamości. Widz się napatrzy, jak policja werbuje kapusia, a mafia pilnuje interesu. To znaczy, jak łamać charaktery w dobrej i złej sprawie.

Oto ponure i wesołe zarazem kino, choćby wtedy, gdy zatrzymany niewinny kierowca klaruje policjantom, że (zgodnie ze statystykami) to najniebezpieczniejszy moment w jego życiu. Przewrotna jest decyzja Eastwooda, by w finale uczynić bohatera rzetelnie skruszonym moralistą. W moim kinie ta puenta wkurzyła kilka wojowniczo usposobionych kobiet: Kto zaniedbał rodzinę, niech nawet nie próbuje zgrywać mentora. Przebaczenia nie ma, nie było i nie będzie.


Przemytnik
Clint Eastwood
USA 2018
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: