Dubaj w deszczu. Tygiel narodowości

Żeby zostać zmoczonym przez deszcz na pustyni, trzeba mieć szczęście – lub pecha. Nad Zatoką Perską ten opad jest zjawiskiem rzadkim, niemniej zimą się zdarza. Zapraszam do zwiedzania Dubaju w strugach deszczu.

Emirat Dubaju to państwo pustynne, w którym średnie roczne opady nie przekraczają 10 cm (dla porównania – w Polsce około 60 cm), a i to wyłącznie w miesiącach zimowych. Niby uprzedzano mnie, że w lutym i marcu panuje tam sezon mgieł i mżawek, ale jakoś trudno mi to było sobie wyobrazić. Kiedy więc z okna samolotu zobaczyłem głównie chmury, płynnie przechodzące w deszcz, niezbyt się ucieszyłem. Niesłusznie – dzięki temu zajrzałem w miejsca, których inaczej bym nie odwiedził.

Ponieważ stacje metra i przystanki tramwajowe tudzież wiodące do nich pasaże są zamknięte i klimatyzowane, zwiedzanie miasta podczas deszczu nie musi się wiązać z narażeniem na zmoknięcie. Jednakże taka wycieczka po pewnym czasie staje się nudna – korzystając więc z przerwy w opadach, poszedłem na plażę. Wytrwałym turystom nawet deszcz nie przeszkadzał w plażowaniu – w końcu temperatura przekraczała 20°C. Jedynie nieczynne wypożyczalnie sprzętu do sportów wodnych świadczyły, że to nie sezon. Lokalsi przemykali zrażeni pogodą, a ciemnoskóry brukarz, poprawiający kostkę na deptaku, okutany był tak, jakby padał śnieg i panował mróz.

Dubaj, stolica drugiego co do wielkości emiratu w ZEA, to również największe miasto w tym kraju. Liczy ponad 3 mln mieszkańców. Tych rodowitych jest zaledwie 15 proc., większość stanowią gastarbeiterzy. Co prawda językiem urzędowym jest arabski, ale standardem stało się porozumiewanie po angielsku. Nic dziwnego, skoro panuje tu taki tygiel narodowości, że trudno się połapać, kto skąd przyjechał. Wiadomo tylko po co: do pracy. Łatwo rozpoznać jedynie turystów.

W odróżnieniu od wielu okolicznych miast, historia Dubaju liczy ponad dziesięć wieków. Wszystko dzięki temu, że w okolicy były źródła wody,...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: