Chłopiec, dziecko i człowiek karaluch

Nadine Labaki, aktorka i reżyserka libańska, szuka w kinie wyjścia z sytuacji bez wyjścia. Remedium widzi w empatii, emocjach, a te znajduje u wykluczonych, najsłabszych. W filmie „Dokąd teraz?” kobiety pogodzą skłóconą społeczność muzułmanów i chrześcijan. Schowają chłopom karabiny, podsuną im ciasteczka z haszyszem i jeszcze doproszą ukraińskie erotyczne tancerki.


W nominowanym do Osacara „Kafarnaum” pozwala nam Labaki uwierzyć, że mały, dzielny Zejn z bejruckich slumsów może zaprowadzić dobro w swoim okrutnym świecie. W prologu oglądamy go pozywającego rodziców za brak wykształcenia, opieki, za cywilne wykluczenie, bo dzieciak prawnie nie istnieje, za śmierć siostry. Większą część filmu zajmuje włóczęga czy odyseja małego w biednym, pełnym ruin, podzielonym społecznie i klasowo mieście. Adwokata Zejna gra sama pani reżyser.

W długiej retrospekcji pooglądamy Zejna, jak ciężko pracuje w sklepie mężczyzny pragnącego poślubić jego też nieletnią siostrę. Jak męczy się w przegęszczonej klitce, wykłóca się o odrobinę praw i błaga rodziców, by nie wydawali siostry na zatracenie. Bezskutecznie. Wtedy zrani durnego szwagra i ucieknie z domu, by doświadczyć wsparcia od podobnie wydziedziczonych. Najpierw od etiopskiej emigrantki. Potem od groteskowego człowieka karalucha. Kiedy Etiopkę aresztują służby remigracyjne, Zejn dokonując cudów, zaopiekuje się jej paromiesięcznym synkiem.

Chłopak porządkuje chaos, będący bardziej wynikiem dezorientacji i rezygnacji niż celowego zła. Jego ojciec żali się w sądzie, że dzieci miały być bogactwem, a okazały się ciężarem i utrapieniem. Niefortunny żonkoś z niewiedzy zabrał się do seksu za wcześnie. Służby owszem, łapią za wykroczenia, ale ani im w głowie naprawianie świata.

A mają przecież dużo więcej możliwości niż mały Zejn. I niż jego rodzice.

Kafarnaum
Nadine Labaki
USA/Liban
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: