Okrągły Stół a demokracja

Felieton [Wróg ludu]

Oceny Okrągłego Stołu dzielą dzisiaj mocno życie polityczne. Co ciekawe, jego przeciwnikami często stają się ci, którzy wtedy tamte rozmowy popierali, a zwolennikami ówcześni ostrzy krytycy. Nie można jednak narysować linii: ten, kto rozmawiał, zdradził, a ten, kto nie rozmawiał, miał rację. Zawsze miałem na to swój pogląd i w miarę upływu czasu się w tym utwierdzam. Sam fakt negocjacji z przeciwnikiem nie jest niczym złym. Inaczej wojny kończyłyby się wyłącznie unicestwieniem jednej ze stron albo całkowitą kapitulacją. Większość kończy się jednak porozumieniem. Przy Okrągłym Stole rozmawialiśmy z przedstawicielami naszego okupanta. Okupant miał dosyć broni, by dalej utrzymywać się przy władzy, ale nie był w stanie jej skutecznie sprawować. Jemu chodziło o to, by polepszyć warunki swoich rządów, choćby dzieląc się nimi, a przedstawicielom strony społecznej o to, by społeczeństwo dostało podstawowe prawa. Żadna ze stron nie miała legitymacji, by reprezentować cały
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze