Aluzje z USA

„Zamknij się”!

A przecież amerykańscy mężowie stanu potrafią przywalić między oczy. Nawet ci najwięksi. Pod koniec pierwszej zwycięskiej kampanii prezydenckiej legendarnego Ronalda Reagana, w czasie wizyty tego idola republikanów w stanie Michigan grupa krzykaczy cały czas przerywała przyszłemu prezydentowi i rozbijała mu wiec. Reagan parokrotnie zaczynał zdanie, mówiąc: „Dear citizens of Michigan” („Drodzy obywatele Michigan”), ale systematycznie był zagłuszany. W końcu sam rozjuszony podniósł głos: „Shut up!” („Zamknij się!”), krzyknął i... dostał owacje od sali. Amerykanie bowiem lubią twardzieli potrafiących walnąć pięścią w stół i ostro, a nawet nieparlamentarnie zbesztać przeciwnika, ale nie lubią i nie uznają chamów, dla których nie ma żadnych świętości.

Jankesi cenią u polityków ostre riposty i szczerość. Kluczowym momentem prawyborów w obozie republikanów w 1980 r. było spotkanie w miejsowości Nashua (stan New Hampshire). Do tego momentu Reagan nie był wcale faworytem w wewnętrznej rywalizacji kandydatów prawicy. Zmieniło się to właśnie po tym wiecu, podczas którego ten były aktor pokazał, że chodzi w spodniach i że ma to, co polityk i mężczyzna mieć zawsze powinien.

Organizator spotkania promował w tych prawyborach innego kandydata, któremu zależało, aby spotkać się w debacie z samym tylko Reaganem. Reagan odwrotnie: chciał debaty wszystkich kandydatów, słusznie zakładając, że część z nich będzie atakować jego głównego rywala. Zgodnie z amerykańskim zwyczajem ów „meeting” finansowany był wspólnie przez sztaby Ronalda i jego głównego kontrkandydata. Doszło do ostrej, publicznej wymiany zdań między organizatorem tego spotkania a późniejszym prezydentem. Obaj sobie przerywali. W pewnym momencie Reagan też podniósł głos, zagłuszył rywala, i krzyknął: „To ja płacę za ten mikrofon!”. Dostał owacje, wygrał prawybory w tym stanie, a za parę miesięcy był już lokatorem Białego Domu. Wygrał, bo pokazał...
[pozostało do przeczytania 43% tekstu]
Dostęp do artykułów: