Wiosna, panie oficerze prowadzący

I dokładnie tak, a nie inaczej należy podejść do tematu Wiosny w wydaniu homoseksualnym, z robociarskim poczuciem humoru i szacunkiem dla przewodniej roli partii. Biedroń i jego antyklerykalny teatrzyk, połączony z ideologicznym przewrotem „moralnym”, działa na środowiska prawicowe jak czerwona płachta na byka. Niepotrzebnie, bo to strata energii i brak politycznego wyczucia.

Wiadomo od dawna, że na byka wcale nie działa czerwień, ale energiczne ruchy matadora, które wykonuje za pomocą płachty. Jakim matadorem jest Biedroń, to każdy, nie tylko byk, widzi. Nie ma czym się podniecać, stare gesty, stare okrzyki bojowe, był czas przywyknąć, jak mawiał skrajny konserwatysta Kazimierz Pawlak. Średnio mi się też podoba, w wymiarze ściśle politycznym, lustrowanie finansów pana Roberta i jego kochanka zasiadającego w paru fundacjach. Przyjdzie czas na takie zabawy, teraz to zupełnie nieistotne. Partii Wiosna każdy Polak powinien pomóc, a przynajmniej nie przeszkadzać w pożytecznym oddziaływaniu na Front Jedności Narodowej, w skrócie POKO, i przystawki. Zgoda, Ameryki nie odkrywam, że Biedroń odbiera głosy i sieje zamieszanie u największego wroga Polski, ale skoro to takie oczywiste, to dlaczego tak ciężko przyswajalne, szczególnie w praktyce? Po co walczyć z Wiosną, nie lepiej przy pomocy Wiosny zrobić POKO jesień średniowiecza? W polityce sprawdzają się najprostsze patenty, zwłaszcza w polskiej polityce. Czy to się prawicy podoba, czy się nie podoba, wśród wyborców POKO jest mniej więcej 15 proc. skrajnych oszołomów, którym „krzyż zawłaszcza przestrzeń publiczną” i homozwiązki dają wolność. Niech to się dzieli i kotłuje w ramach tego samego obozu, resztę wykona i światło zgasi pan D’Hondt.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: