Kontrowersyjni mają problemy

Wydana w 2008 r., a napisana wspólnie przez Pana i dr. Piotra Gontarczyka książka o Lechu Wałęsie wywołała wręcz histeryczną reakcję wielu polityków. W niektórych mediach podważano nawet zasadność istnienia Instytutu Pamięci Narodowej, autorów straszono procesami sądowymi. Jaki był wynik tej furii oskarżeń? Czy doszło w tej sprawie do jakiegokolwiek procesu?

Nie wytoczono nam żadnego procesu, mimo że Lech Wałęsa wielokrotnie groził nam sądem. W walkę z nami zaangażowało się natomiast tuskowe państwo. Po analizie prawnokarnej naszej książki o Wałęsie w ABW i prokuraturze generalnej wszczęto postępowanie prokuratorskie – najpierw w Gdańsku, a później w Bydgoszczy. Przedmiotem tych działań była kwestia dostępu do informacji niejawnych i wykorzystania różnych dokumentów w książce. Sprawa trwała wiele miesięcy i obnażyła intencje ludzi władzy, którzy szukali dziury w całym, nie mogąc niczego udowodnić. To jedno z najbardziej absurdalnych postępowań, w którym przyszło mi uczestniczyć w charakterze świadka. Konfrontacja z osobami, które przed laty udostępniały mi materiały w prokuraturze, a które w nowych warunkach politycznych twierdziły, że mnie nigdy wcześniej nie widziały na oczy, drążenie spraw związanych wykonywaniem obowiązków przez ś.p. prezesa Janusza Kurtykę już po 10 kwietnia 2010 r. czy analiza okoliczności rzekomego ujawnienia tajnego dokumentu, który kilka lat wcześniej opublikowano w prasie… To wszystko uzmysłowiło mi zacietrzewienie ludzi aktualnego obozu władzy, którzy do swoich uprzedzeń próbowali dostosować przepisy prawa. Wszystko jednak legło w gruzach niczym domek z kart.

Czy kiedykolwiek zarzucono i udowodniono Panu warsztatową nierzetelność, ewentualne błędy w faktografii?

Były takie próby, ale były tak nieudolne, że niewiele wniosły do dyskusji. A szkoda, bo konstruktywna krytyka jest sporą wartością dla każdego autora książki. Mam w pamięci odbiór książki „SB a Lech Wałęsa”....
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: