Fasolka stefan

Dodano: 05/02/2019

Felieton [Myśli nienowe]

Zalew nieprawdopodobnych informacji, jakich doświadczyliśmy w ostatnich dniach, mógłby zasilić niejedną pełnometrażową komedię o politykach żyjących w jakimś kraju. Od dinozaurów i rzucania w nie kamieniami po Stefana, który miał ponoć w ramach korzyści przyjmować usługi różnych pań, zarwać przy tym nie tylko niejedną noc, ale i łóżko, a do tego wszystkiego zamawiać jeszcze fasolkę po bretońsku. Właśnie wątek tejże fasolki zaciekawił mnie bardziej. Nie znałem bowiem cudownych mocy owej potrawy. Czyżby nowy afrodyzjak? Już nie sproszkowany róg nosorożca, już nie kisiel z baobabu, lecz zwykła fasolka miałaby tak ożywcze działanie na ciała poselskie, nawet te zmęczone wieloma dekadami sejmowych sporów? Zerknąłem w przepisy. A tu ciekawostki. Na przykład to, że może być kiełbaska, ale nie musi. A fasolka powinna być moczona najpierw i może to być typ jaś. Nie wiem, co za jaś, ale jak tam jeszcze inny Jaś brał udział w schadzkach będących korzyścią, to sprawa może być
     
57%
pozostało do przeczytania: 43%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze