Zbrodnia, która ma być politycznym zamachem

Czy na zbrodni można zbudować polityczną narrację? Czy zbrodnia może być potraktowana instrumentalnie i służyć do zaostrzenia cenzury w przestrzeni publicznej?

Okazuje się, że w rękach polityków nawet najbardziej tragiczne wydarzenie może mieć swój „walor” i być użyte do niszczenia politycznych przeciwników. Uwaga – w ostatnich dniach publiczne zadawanie takich pytań może być potraktowane jako rozpowszechnianie „mowy nienawiści”.
Żal i szok po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza szybko obracają się w paliwo do rozpętywania nagonki na tych, którzy nie prezentują poglądów, z jakimi utożsamiany był zabity polityk. Co więcej, atmosfera już tak zgęstniała, że nawet rozsądni ludzie obawiają się publicznie wypowiadać, aby nie stać się celem nienawistnego ataku ze strony tych, którzy krzyczą o potrzebie wzmożenia ścigania za tzw. mowę nienawiści.
Obawiam się, że smutne i tragiczne wydarzenie, które miało miejsce w Gdańsku, przez wielu polityków i komentatorów traktowane jest z trudno ukrywanym entuzjazmem jako mord, który może posłużyć do wzmożenia ich politycznej akcji. Swoisty szantaż sprawia, że zmarłemu przyznawana jest nadrealna chwała. Jego pochówek w gdańskiej Bazylice Mariackiej traktowany jest jako naturalna kolej rzeczy i nikt (poniekąd słusznie) nie śmie tego kwestionować, podczas gdy… pochówek pary prezydenckiej na Wawelu do dziś – przez środowiska hagiografujące Adamowicza – jest wyszydzany i kontestowany. Czy śmierć zatem może być okazją do politycznej ofensywy i wykorzystania podwójnych standardów oceny?

„Mowa nienawiści”
Na kanwie brutalnej zbrodni odżyła dyskusja na temat zwalczania tzw. mowy nienawiści. Według definicji sformułowanej przez Radę Europy, termin ten opisuje „wypowiedzi, które szerzą, propagują i usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nietolerancji, podważające bezpieczeństwo demokratyczne, spoistość kulturową i pluralizm...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: