Polowanie na Żyda Andruszkiewicza

Właściwie powinienem dać inny i bardziej konsekwentny tytuł: „Polowanie na Żyda II”, bo swego czasu tak opisałem nagonkę na Dawida Wildsteina, którą zorganizowali junacy z „Gazety Wyborczej”. Po namyśle zmieniłem tytuł, aby nie mylić porządków. Andruszkiewicz oczywiście Żydem nie jest i tylko tego argumentu zabrakło na fali gnoju, nie żadnego „hejtu”, jaka się przelała przez lewicowo-liberalne media. Prócz rytualnych wyzwisk: faszysta, nacjonalista, „prawdziwy Polak”, pojawiło się coś nowego.

Mam na myśli skalę agresji w relacji do takiego sobie awansu. Adam Andruszkiewicz został wiceministrem od cyfryzacji, a za tym resortem od wielu lat ciągnie się tragikomiczna sława, w mojej ocenie słusznie. Ministerstwo to jest dziwolągiem i przeżytkiem, w 2019 roku cyfryzacja na nikim nie robi wrażenia i jeśli kiedykolwiek istnienie ministerstwa miało sens, to 25 lat temu, nie dziś. Nie jest to też gabinet, w którym przelewa się od konfitur, poza tym ideologicznie obojętny, konstytucji nie łamie, korników i dzików nie zabija. Skąd więc taki amok? Jako trzecią „inwektywę” na żelaznej lewackiej liście umieściłem „prawdziwego Polaka”, i dokładnie o to chodzi. W samym zwrocie nie ma absolutnie nic śmiesznego, pogardliwego czy niestosownego. Na całym świecie mówi się o „prawdziwym Włochu”, „prawdziwym Amerykaninie” i nikt z podobnych określeń nie robi nazizmu. W Polsce zohydzanie Polaka, zwłaszcza prawdziwego, czyli autentycznego, odwołującego się do tradycji i kultury polskiej, to proces permanentny. Nienawiść do Polaka wprowadza w trans obrońców konstytucji i dlatego Andruszkiewicz uzyskał certyfikat jakości, bo kto na Czerskiej jest ścigany, jak Żyd za okupacji, ten musi być przyzwoitym Polakiem.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: