Podłość niejedno ma imię

Dodano: 15/05/2012 - Nr 20 z 16 maja 2012

Jak wiadomo, ekstremalne sytuacje wyzwalają w ludziach to, co w nich najlepsze, i to, co najgorsze. I to bez podziału na role. Wielcy bohaterowie mogą być równocześnie wielkimi łajdakami, durniom zdarzają się mądre posunięcia, a heroizm często idzie w parze z wygórowaną ambicją i pospolitą małością. Wrzesień 1939 r. okazał się katastrofą na miarę wszech czasów – nie byliśmy „silni, zwarci, gotowi”, oddaliśmy dużo więcej niż przysłowiowy guzik, a wódz naczelny (opiewany w pieśniach Śmigły Rydz) zwiał za granicę, podczas gdy oficer próbujący go zatrzymać, w obliczu hańby zdecydował się na samobójstwo. Sojusznicy zdradzili nas wielokrotnie, we wrześniu, w Teheranie i Jałcie, a ich wdzięczność powojenną mierzy się tym, że legendarni dowódcy – Maczek, Sosabowski czy Sosnkowski – musieli pracować jako barman, magazynier i farmer, a polska Mata Hari – Helena Skarbek, „szpieg Churchilla” – jako kelnerka. Na dodatek, w tlącej się przez całe międzywojnie batalii piłsudczyków z antypiłsudczykami
     
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze