„Narodowe” onuce made in USRR

Staram się w felietonach „papierowych” unikać charakterystycznej dla internetowych publikacji brutalności przekazu, ale tym razem łamię konwencję. Dlaczego? Przelała się czara obrzydzenia. Do działań tak zwanych „narodowców” od długiego czasu mam same zastrzeżenia i to w każdym obszarze, od politycznego, przez ideologiczny aż po estetyczny.

Nie widzę w tym ruchu niczego poza tanim patetyzmem, wycieraniem sobie buzi wartościami i pakietem infantylnych inwektyw: „Upaińscy”, „Usrael”, „ŻydoPiS” itd. Piszę to z pozycji człowieka, który ma setkę zastrzeżeń do polityki zagranicznej, gdzie rzeczywiście PiS zaliczył wiele wpadek i – co tu dużo mówić – kompromitacji,
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: