Gęsi puczystowskie

Co się takiego dzieje, że Mazowiecki – człowiek tak ostrożny, że do dzisiaj nie wiadomo, jak mu się udawało być narzędziem bezpieki do organizowania dywersji jednocześnie przeciw prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu i swojemu szefowi Bolesławowi Piaseckiemu – publicznie nawołuje do walki z opozycją jak z Al-Kaidą? Jakie niebezpieczeństwo zagraża Wałęsie, że nie czekając „aż Putin się zdenerwuje”, żąda natychmiastowej rozprawy z tymi, którzy ośmielają się nie wierzyć gen. Anodinie, i wzywa do powrotu do akcji moczarowskiego aktywu młodzieżowego z jego pałkami z pociętych kabli („Oj, jak to boli!”)? Co takiego straszy Smolara, że mimo ujawnienia przeze mnie takiej mistyfikacji planu, nadal tak bardzo „na poważnie” udaje obawę przed zamachem na Tuska i Komorowskiego, jakby ABW miało już przygotowane powielenie scenariusza KGB z rzekomym zamachem na Putina?

Każdy, kto czytał komentarz Smolara do mordu na Żydach w Tuluzie – Sarkozy potrzebował cudu i go dostał” – powinien zastanowić się, jakiego cudu potrzebuje Układ firmowany przez Tuska, żeby tacy ludzie jak Mazowiecki, Wałęsa, Michnik, wraz z całą czynną przy puczu 4 czerwca 1992 r. agenturą SB i WSW, poczuli się bezpiecznie? Żeby Arab zamachnął się na platformerską szkołę? Żeby Czeczeniec zamachnął się na platformerskie biuro poselskie?

Nie, Układ nie potrzebuje żadnego rzeczywistego zamachu. Do wytworzenia atmosfery pobojowiska, po którym snują się żywe trupy, wystarczy mu samo gadanie o zagrożeniu, które na naszą wieś spokojną, wieś wesołą czyha ze strony krwiożerczych band kierowanych przez „Pisuar” i „Koncern Rydzyka”. Niebezpieczeństwem nie jest Rosja Putina i krajowi „zaufani ludzie KGB”; nie są nim Niemcy spychający Ukrainę pod władzę Kremla i ich krajowi konfidenci domagający się zwiększenia dominacji niemieckiej nad Polską i całą Europą; nie jest nim wycofanie za ocean wojsk amerykańskich; nie jest nawet trwająca od dwudziestu lat ucieczka z Polski młodych Polaków – jedynym...
[pozostało do przeczytania 30% tekstu]
Dostęp do artykułów: