Tato, dlaczego?

Dodano: 06/11/2018 - Nr 45 z 7 listopada 2018

Felieton [PostFelieton]

W domu było bardzo biednie. Pięciu braci, mama pracowała jako salowa. Wiem, co to jest głód, wiem, co to jest nie mieć butów na zimę. Jako siedmiolatek kradłem węgiel, żeby w domu było ciepło. Pomagałem mamie w polu, w pracach dorywczych. Ale kiedy w wieku trzynastu lat napiłem się alkoholu, wszystko się zmieniło. W szkole wszyscy chodzili w kapciach, ja miałem dziurawe skarpety i czułem się jak śmieć. Ale kiedy rzuciłem się po alkoholu na starszego, zacząłem coś znaczyć. Koledzy chcieli ze mną być, ze strachu. Potem był zakład poprawczy. Cały czas kradłem. Kiedy trafiłem do więzienia, poczułem się jak w domu. Grypsowałem, byłem poważany. Trafiłem na osadzonych za zabójstwo. Zrozumiałem, że napadając na ludzi, rabując, można dobrze żyć. Po wyjściu z więzienia wróciłem w swoje rodzinne strony. Udawałem, że się uczę, że pracuję. Codziennie piłem i napadałem ludzi. Czułem się bezkarny, niepokonany. Agresja rosła z każdym dniem. Kiedyś w czasie libacji w kawiarni naraził
     
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze