Kogo to razi?

„W Izabelinie pijani sprawcy niszczyli plakaty, naruszyli ciszę wyborczą i pobili działacza PiS” – napisał na Twitterze Jerzy Kwaśniewski, prezes organizacji Ordo Iuris. W chwili gdy to piszę, trwa właśnie cisza wyborcza, nie sposób dowiedzieć się więcej na ten temat. Milczą portale internetowe, zapewne martwiąc się, że mogłoby to zostać uznane za złamanie ciszy i skutkować karą za agitację.

Zastanawiam się jednak, czy taka informacja mogłaby kogokolwiek przekonać i do czego. Nie mam bowiem pewności, czy nie doszliśmy już do momentu, kiedy mogłoby to zostać przyjęte jako wezwanie do głosowania przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Wszak do „strącenia szarańczy” nawoływał sam lider PO, Grzegorz Schetyna. No to w Izabelinie poszli i strząsnęli, zaczęło się. Brutalizacja debaty publicznej już dawno osiągnęła poziom krytyczny. Zabójstwo Marka Rosiaka, do którego doszło w biurze poselskim PiS przed ośmioma laty, niczego nie nauczyło tych, którzy dziś otwarcie przekonują, że ich przeciwnicy polityczni są „szarańczą, którą trzeba strząsnąć z polskiego drzewa”, którą trzeba rozdeptać, zniszczyć lub która sama „wyginie jak dinozaury”. Cóż poza „strząśnięciem szarańczy” zrobił Ryszard Cyba? Ale i wobec siebie nie powinniśmy być bezkrytyczni. I my wzruszeniem ramion przyjmujemy najgorsze obelgi ciskane z ekranów telewizorów, śmiejemy się z tego, że w programie „Studio Polska” jeden z uczestników kopnął drugiego, bo to przecież „prawie jak w Ameryce”. A jeśli skądkolwiek pojawiają się słowa krytyki, to tylko w takim kontekście, by „nie być jak tamci”. Gdy ktoś przeprasza, to tylko „tych, których mogło to urazić”. Jak napisał publicysta „Codziennej” Krzysztof Karnkowski, taka forma przeprosin jest jednoczesnym podziękowaniem całej reszcie za wspólną zabawę kosztem ofiary. Zapewne gdy Państwo to czytają, wiadomo już więcej o pijakach z Izabelina, którzy uznali za stosowne obić działacza PiS-u. Być może przeprosili go nawet, bo przecież „mógł poczuć się...
[pozostało do przeczytania 3% tekstu]
Dostęp do artykułów: