Trzy demony

Lata 70. to był kompot. Chałupniczą metodą wytwarzany z makowego suszu. Wokół ludzi, którzy umieli brudną chemią wytwarzać makiwarę, gromadziły się wianuszki ćpunów. Po chwili elektrycznego dreszczu polegiwali godzinami ze smutnymi półuśmiechami, pokotem, gdzie popadło. Szybko się wykruszali. Kurczyli. Rozpadały się związki. Mak jest zazdrosny. Zabija po cichu.

Andrzej w latach 80. odkrył, że apteka może zastąpić z naddatkiem makowe pole. Gotowane zioła na astmę dawały nieprawdopodobnego kopa. Kupowało się je bez recepty, a halucynacje były grube. Walentyna w euforii rozmawiała z ryżową szczotką, niedelikatnie zwracając jej uwagę na pryszcze, Andrzej któregoś
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: