PKS Krynica-Kraków

Kierowca był megawkurzony z jeszcze jednego powodu. Otóż oceniał – zapewnie słusznie – że na tym paliwie dojedzie do Krakowa, ale raczej nie z powrotem. Chciał więc dotankować i podjechał do bazy. Tam jednak powiedziano mu, że na tym paliwie chyba uda mu się wrócić z powrotem. Wsiadł, złorzecząc i pojechał. Cóż, ryzyko jest nieodłączną sferą w życiu człowieka, a wzrost adrenaliny może mieć szereg pozytywnych skutków. Pan szofer o tym może nie wiedział, ale baza wiedziała. Tak to już jest, że ci, którzy decydują, lepiej wiedzą od tych, którymi kierują, co tamtym potrzeba do szczęścia. I to nie tylko w Nowym Sączu, gdzie owa baza się znajduje.

Nekrologi a „reforma” emerytalna

W autobusie, jak to w autobusie, ludzie drzemią, jedzą, czytają gazety i rozmawiają. Studenci jechali do Krakowa, trochę osób do pracy, siostry zakonne uśmiechnięte, radosne, Palikot im nie straszny, ledwo wsiadły, zaraz z tym samym płomiennym uśmiechem wysiadły, witając się i żegnając głośnym: „Szczęść Boże”.

Były mgła i mżawka, ale nic to: przecież Małopolska to piękna ziemia nawet w deszczu. Mijaliśmy po drodze przydrożne kościółki, które stały, stoją i stać będą niezależnie od bełkotu lejącego się z telewizora i piany nienawiści toczonej przez ludzi władzy. Poboczem szły do szkoły małe dzieciaki z dużymi tornistrami. Obok pędziły samochody, autobusy i ciężarówki, na szczęście żadnej z nich nie zarzuciło na pobocze. Żadnego gimbusa nie widziałem, ale możem się zdrzemnął w tym czasie.

Ludzie rozmawiali ze sobą, jak to w podróży. Pouczające to były rozmowy. Szkoda, że PKS-em na trasie Krynica–Kraków nie jeździ władza. Pewnie wysłuchałaby rzeczy, których normalnie nie słyszy. Pewnie dowiedziałaby się czegoś, o czym nie wie. Bo niby kto ma im to powiedzieć? Jak mówią ci z PiS-u, wiadomo, trzeba być zawsze na „nie”. Nawet, jakby mówili, że po wiośnie jest lato – też trzeba to kwestionować. Ci z rządu z ludźmi się nie spotykają, a jak...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: