Putin to lubi. Bardzo

Niedawno doszło do oficjalnego już zbliżenia Putin–Merkel. I to w najważniejszej dla polskiej suwerenności kwestii, czyli europejskiej polityce energetycznej. Zbliżenia skrajnie dla nas niekorzystnego, czyli w sprawie Nord Stream 2. I co na totalna opozycja? W końcu Berlin to dla nich najważniejszy partner.

Przejrzałem profile twitterowe kilku posłów PO. A tam ciągłe uderzanie w USA i Trumpa oraz w polski rząd na arenie międzynarodowej, jednocześnie przy zupełnym milczeniu w kwestii realnego zbliżenia niemiecko-rosyjskiego. Oj, Putin musi lubić taką narrację. Nawet bardzo. Z tego wszystkiego można wysnuć jeden ponury wniosek. Antyrosyjskość totalnej i jej wyznawców właściwie nie istnieje. Gdy przychodzi „sprawdzam”, gdy zaczynają się rozgrywki międzynarodowe, mające wpływ na najważniejsze w tym momencie przestrzenie suwerenności państwa polskiego, totalna opozycja jest gotowa milcząco zaakceptować rozwiązania i sojusze będące dla nas realnym i jak najbardziej bezpośrednim zagrożeniem. Byle tylko nie zdenerwować swoich partnerów z Berlina czy Brukseli. A cała armia jej dziennikarzy i autorytetów nawet nie raczy tego zauważyć. Pamiętacie Państwo umowę gazową, jaką chcieli podpisać z Rosją Tusk z Pawlakiem? Tak dla nas niekorzystną, że politycy, którzy za nią optowali, powinni wylądować przed Trybunałem Stanu. Uzależniająca nas (gdyby doszła do skutku) w sposób skrajny od Putina. Warto skądinąd – to uwaga do wszystkich radykalnych eurosceptyków – pamiętać, że to Komisja Europejska zablokowała wtedy tę działalność „polskich” polityków. Coś czuję, że jeśli totalna zdobędzie kiedyś władzę, takie umowy będą przyszłością polskiej polityki. A te autorytety i dziennikarze, którzy najgłośniej gardłują o przyjaźni PiS-u z Putinem, będą pierwszymi, którzy przyszłe hołdy totalnych wobec Rosji nazwą „wspaniałym i nowym otwarciem w polskiej polityce międzynarodowej”.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: