Gdy Słońce było… wrogiem

Poza Czasem

Rekordowe upały, mordercze zmagania wojowników, ciężka praca rzemieślników, wyczerpujące negocjacje z kramarzami, syte biesiady. Kolejny Festiwal Słowian i Wikingów za nami. Takiego Wolina nie było od lat. Już pierwszy wieczór poprzedzających festiwal warsztatów zapowiadał, że nie będzie lekko. Czerwony – z powodu zaćmienia – księżyc złowieszczo wyglądał znad palisady. Jak pokazały kolejne dni, „srebrny glob” po prostu chciał upodobnić się do słońca, które robiło to, co do niego należy – grzało. Nie brakowało ognia pod paleniskami kowali, paliło się w piecach dymarkowych, nad ogniem piekły się podpłomyki i banalna kiełbasa dla turystów. Korzystające z cywilizacyjnych wakacji dzieci rekonstruktorów biegały boso po skansenie, chociaż drewniane wolińskie chodniki paliły w bose stopy. Znów mieliśmy okazję docenić tradycyjną konstrukcję naszej chaty, z jej gościnnym, chłodnym wnętrzem. Znów korzystaliśmy z wyspiarskiego położenia grodu, mocząc się i chłodząc w opływającej
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze