Pochować, znaczy ulżyć w cierpieniu. Śmierć dziecka przed narodzeniem

Gdy straciliśmy dziecko w siódmym tygodniu ciąży i chcieliśmy je pochować, lekarka w szpitalu powiedziała nam, że to tylko „zlepek komórek” – mówi Krzysztof. Choć istnieją procedury nakazujące, by maleństwa, które straciły życie w wyniku poronienia, były chowane w Grobowcu Dziecka Utraconego na cmentarzu Centralnym w Szczecinie, wiele ciał dzieci jest utylizowanych wraz z odpadkami medycznymi w szczecińskich szpitalach.

Marcin i Agnieszka przez trzy lata starali się o dziecko. W ubiegłym roku, gdy Agnieszka zaszła w ciążę, lekarze informowali ją, że będzie to ciąża zagrożona. W piątym miesiącu Agnieszka poroniła w szpitalu. – Chcieliśmy dziecko pochować i od razu o to zabiegałem, bo wiedziałam już wcześniej, że mogą z tym być problemy – mówi Marcin. – Udało nam się jeszcze dziecko ochrzcić tzw. chrztem z wody, który robi się właśnie w takich nagłych przypadkach.
Ponieważ Marcin zastrzegł wcześniej, że chce wydania ciała dziecka, i podpisał stosowne dokumenty, szpital nie robił trudności. – Zorganizowaliśmy normalny katolicki pogrzeb – wspomina Marcin. – Ksiądz nie czynił żadnych problemów, zapytał jedynie, czy zdążyliśmy ochrzcić dziecko.

Nie wydamy „tego materiału”
Zupełnie inaczej było z przypadku Krzysztofa i Marty. Utracili dziecko w siódmym tygodniu ciąży. Marta przebywała w jednym ze szczecińskich szpitali. – Gdy już żona poroniła, po badaniu histopatologicznym ciała dziecka lekarka powiedziała mi, że to właściwie nie jest dziecko, tylko „zlepek komórek” – opowiada Krzysztof. – Dlatego szpital nie wyda „tego materiału” do pochówku. Ręce mi opadły. Przecież na badaniu USG ja już widziałem nasze dziecko, słyszałem bicie jego serca. Ciąża była stwierdzona przez lekarzy, założono nawet kartę ciąży. Dlaczego więc lekarka mówi o „zlepku komórek”?!
Krzysztof przez kilka dni musiał walczyć o ciało swojego dziecka. Ostatecznie udało mu się doprowadzić do pogrzebu.
Jak mówi Marta...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: