Resorowy gladius z Koła

Poza Czasem

Bazar na warszawskim Kole to miejsce o dwóch twarzach. W dni powszednie – targowisko jak wiele innych. Kupisz tu marchewkę, sweter, bambosze w kratkę czy oscypki od gazdy z Grójca. W soboty i niedziele placyk u zbiegu ulic Obozowej i Ciołka zamienia się w giełdę staroci. Odkąd posłuchałem opowieści absolwenta liceum plastycznego o produkowaniu mebli w stylu „dowolnego Ludwika”, z jeszcze większą ostrożnością podchodzę do antyków, których wartość mają podnosić ślady po rokokowych kornikach. Przechodzę obojętnie obok z pewnością autentycznych Kossaków, bowiem nie mam kominka, nad którym mógłbym powiesić ułana stukającego w okienko. Utylitarny stosunek do przedmiotów pcha mnie jednak na bazary staroci, gdzie wypatruję zabytków techniki, narzędzi czy militariów. Przekopuję pordzewiałe kupki złomu, z których czasem uda się wygrzebać ciekawy młotek, pilnik z dobrej, narzędziowej stali czy spracowaną siekierę z przedwojenną puncą. I właśnie na warszawskim Kole w latach 90.
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze