Afryka Pn.Wojna i chaos na Saharze

Kaddafi mści się zza grobu

Liczni Tuaregowie wstąpili również w szeregi jego armii i wiernie służyli mu do końca, zwalczając wspierane przez Zachód powstanie w Libii. Borykający się z masowymi dezercjami rdzennych Libijczyków dyktator ściągnął ponadto do kraju tysiące najemników z Nigru i Mali, obiecując im niebotyczny żołd i rozdając nowoczesną broń. Po jego obaleniu Tuaregowie oskarżani o kolaborację zaczęli padać ofiarą odwetu. Wielu zdecydowało się na powrót przez Saharę, zabierając ze sobą olbrzymie ilości uzbrojenia.

Już jesienią analitycy przewidywali, że mogą oni stać się zagrożeniem dla stabilności rozległych i odludnych państw Sahelu, których regularne armie liczą nie więcej niż kilkanaście tysięcy żołnierzy. Rząd graniczącego z Libią Nigru zawczasu przedsięwziął środki ostrożności, starając się rozbroić Tuaregów. Podobnego zdecydowania nie wykazały władze sąsiedniego Mali. Korzystając z pozostawionej im swobody, świeżo przybyli z Libii wojskowi, członkowie lokalnych plemion i weterani poprzednich rebelii z lat 90. utworzyli nową organizację zbrojną Tuaregów pod nazwą Narodowy Ruch Wyzwolenia Azawadu (MNLA), przenosząc wstrząsy „arabskiej wiosny” do kolejnego kraju.

Niespodziewane zwycięstwo

17 stycznia wybuchło w Mali nowe powstanie. 1–2 tys. rebeliantów z MNLA zaatakowało kilka niewielkich pustynnych osad na odległej północy kraju. Większość ataków zakończyła się niepowodzeniem. Wywołały one jednak wstrząs w malijskim wojsku, przyzwyczajonym do tego, że uzbrojeni tylko w lekką broń Tuaregowie mogą wdawać się co najwyżej w drobne potyczki partyzanckie. Tym razem kierowani przez zawodowych oficerów i wyposażeni w wywiezioną z Libii artylerię rebelianci rzucili otwarte wyzwanie regularnej armii. Ta w konsekwencji sama zdecydowała się opuścić mniejsze garnizony i skupić w większych miastach.

Doniesienia o ciężkich walkach na północy wywołały wielkie niezadowolenie w...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: