Nie tylko Stobnica

W zasadzie, gdy uciekam z betonowej miejskiej dżungli, to nie po to, by utknąć w innych murach. Wyjątek stanowią mury z charakterem. Najlepiej, gdy jest to charakter obronny...

Pierwsze wspomnienia związane z zamkami to szeroko rozdziawiona paszcza pacholęcia skonfrontowanego z ogromem zespołu zamkowego w Malborku. Bardzo mi ten ogrom pasował do obrazu złowieszczej potęgi zakonu, wyniesionego z lektury sienkiewiczowskich „Krzyżaków”. Na drugim biegunie stały malownicze „orle gniazda” – ruiny zamków z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Kompletnie zaś do chłopięcych wyobrażeń nie pasował oddawany właśnie po odbudowie warszawski Zamek Królewski – zamek w środku miasta? A gdzie blanki, wykusze, fosa? Raz utracone zaufanie trudno odbudować. Podobnie jak ruiny obronnej warowni w miejscu, które utraciło przez wieki swoje strategiczne znaczenie. Ale to właśnie takie ruiny przywróciły mi szacunek do koncepcji zamków. Gdy niemal ćwierć wieku temu męczący marsz po stromej, kamienistej ścieżce doprowadził mnie do ruin zamku Bolczów, oniemiałem z zachwytu.
Postawiony w XIV w. przez jednego z dworzan księcia świdnickiego Bolka II zamek miał – jak cały Dolny Śląsk – burzliwą historię, był siedzibą raubritterów (rycerzy-rabusiów), stał się areną starć podczas wojen husyckich, niszczony i odbudowywany, by wreszcie spłonąć po wizycie Szwedów w czasie wojny trzydziestoletniej. Od tamtej pory Bolczów to ruina, chociaż malownicza – warownię zbudowano, wykorzystując naturalne granitowe skały. Dziś goszczą tu rekonstruktorzy, turyści zwiedzający Rudawy Janowickie oraz amatorzy wspinaczki skałkowej.
Cały Dolny Śląsk pełen jest zamków i zameczków, z różnych epok i w różnym stanie zachowania: od surowego Chojnika poprzez majestatyczny Książ do eklektycznego Grodna. Gorąco polecam!


Francuska rekonstrukcja
„Zamek” powstający w Puszczy Noteckiej to niezbyt oryginalna fanaberia. Na podobny pomysł – budowy...
[pozostało do przeczytania 34% tekstu]
Dostęp do artykułów: