Nie tylko Stobnica

Poza Czasem

W zasadzie, gdy uciekam z betonowej miejskiej dżungli, to nie po to, by utknąć w innych murach. Wyjątek stanowią mury z charakterem. Najlepiej, gdy jest to charakter obronny... Pierwsze wspomnienia związane z zamkami to szeroko rozdziawiona paszcza pacholęcia skonfrontowanego z ogromem zespołu zamkowego w Malborku. Bardzo mi ten ogrom pasował do obrazu złowieszczej potęgi zakonu, wyniesionego z lektury sienkiewiczowskich „Krzyżaków”. Na drugim biegunie stały malownicze „orle gniazda” – ruiny zamków z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Kompletnie zaś do chłopięcych wyobrażeń nie pasował oddawany właśnie po odbudowie warszawski Zamek Królewski – zamek w środku miasta? A gdzie blanki, wykusze, fosa? Raz utracone zaufanie trudno odbudować. Podobnie jak ruiny obronnej warowni w miejscu, które utraciło przez wieki swoje strategiczne znaczenie. Ale to właśnie takie ruiny przywróciły mi szacunek do koncepcji zamków. Gdy niemal ćwierć wieku temu męczący marsz po stromej,
     
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze