Sędziowie obnażeni

Profesor Adam Strzembosz konkuruje (z sukcesami) z Adamem Michnikiem o tytuł drugiego po Lechu Wałęsie największego szkodnika Polski po 1989 r. Jako pierwszy prezes Sądu Najwyższego swoim autorytetem wsparł we wczesnych latach 90. zablokowanie dekomunizacji środowiska sędziowskiego. Tylko dwa narzędzia komunistycznej władzy pozostały po 1989 r. absolutnie niezmienione – wywiad i kontrwywiad wojskowy (od 1991 r. znane jako WSI) oraz wymiar sprawiedliwości.

WSI rozwiązano w 2006 r. Środowisko sędziowskie, wbrew kłamliwej zapowiedzi prof. Strzembosza, nie oczyściło się do dziś. Symbolem jego stanu jest fakt, że we władzach najważniejszego z sądów zasiadali nigdy wcześniej nieorzekająca radca prawny, pracująca m.in. na rzecz TVN, oraz oficer oddelegowany na niwę sądową przez komunistyczne służby.

Jeśli obecna reforma sądownictwa miałaby się ograniczyć jedynie do zmian kadrowych – jestem za! Pokolenie sędziów, którzy uniewinnili Beatę Sawicką, powinno odejść. Dlaczego odzyskanie dla suwerena systemu sprawiedliwości jest niezbędne? Otóż wymiar sprawiedliwości jest zwornikiem mafijno-kolonialnego systemu III RP. Nie byłoby afery Amber Gold, gdyby nie przychylni sędziowie i prokuratorzy, nie byłoby mordu na Krzysztofie Olewniku, gdyby dysponenci sprawców nie byli pewni bezkarności, nie byłoby sprawy Romana Kluski, gdyby pragnąca okraść go „grupa mająca silne wpływy w administracji publicznej” nie miała własnych sędziów.

Zwornikiem każdego z lokalnych i ogólnopolskich układów są sędziowie. Przyglądałem się dwóm takim zorganizowanym grupom w działaniu. Kręcących tymi „interesami” ludzi łączyło jedno – absolutne poczucie bezkarności. Tylko sędziowie i prokuratorzy mogli je zapewnić. Bez obcięcia głowy tej hydrze nic w Polsce się realnie nie zmieni.

Myślę, że reforma sądownictwa się uda. Sędziowie sami się obnażają. Publicznie powtarzają, że są kastą wyjątkowych ludzi, obnoszą się ze swoją pychą, bratają się...
[pozostało do przeczytania 26% tekstu]
Dostęp do artykułów: