Misja: rozpalić ogień!

Sobótka, wianki, Kupała, noc świętojańska. Różne nazwy, ta sama przyczyna (letnie przesilenie), ten sam przekaz.


Noc Kupały to słowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca, obchodzone w czasie najkrótszej nocy w roku. Kościół katolicki, nie mogąc wykorzenić wywodzącej się z wierzeń słowiańskich obyczajowości, podjął próbę zasymilowania święta z obrzędowością chrześcijańską.
To święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. Skupmy się na ogniu – mój przyjaciel Janie, zawodowy odtwórca historyczny i specjalista od niecenia ognia metodami prymitywnymi, dostał misję: rozniecić ogień na dwóch festynach historycznych, zorganizowanych z okazji letniego przesilenia w średniowiecznych grodziskach. Na mnie spadła rola kierowcy i pomocnika. Ponieważ ogień jest ważną częścią uroczystości, do jego rozniecani potrzeba solidnej konstrukcji, symbolizującej przy okazji ważny dla każdego rytuału moment przemiany, przejścia. Dlatego wielki świder ogniowy przypomina nieco bramę i tak też bywa nazywana główna część jego konstrukcji. Gdy dojeżdżamy na miejsce pierwszej inscenizacji obrzędu – do Grodziska Owidz niedaleko Starogardu Gdańskiego – niebo zasnuwają burzowe chmury. Po chwili zaczyna lać. Uczestnicy „wiankowego” festynu (zarówno turyści, jak i odtwórcy) chowają się w chatach i namiotach. My chronimy drewniane elementy konstrukcji…
Żerca (kapłan) zaczyna obrzędy. Po dwóch stronach świdra staje po trzech wojów. Ciągnąc linę pod dyktando Janiego, wprawiają świder w ruch. Po chwili pojawia się dym, Janie rozdmuchuje z żaru ogień, żerca rozpala ognisko. Deszcz nie przeszkodził. Duch znów wygrał ze złośliwą materią.


By konar zapłonął…
Świder ogniowy, którego używaliśmy w Owidzu oraz podczas inscenizacji w Muzeum w Gieczu, to większa odmiana prymitywnej „zapalniczki”, której zasadą działania jest wytworzenie żaru poprzez tarcie dwóch kawałków drewna,...
[pozostało do przeczytania 37% tekstu]
Dostęp do artykułów: