Migranci a sprawa polska

Czy nadal pozostaniemy wolni od leków i patologii, które zmieniły życie mieszkańców Zachodniej Europy?

Premier Mateusz Morawiecki ogłosił sukces. Szczyt w Brukseli potwierdził klęskę tzw. mechanizmu relokacji uchodźców. Czy zatem staliśmy się bezpieczniejsi, czy rząd ochronił nas przed pułapkami, w jakie wpadł Zachód?
Europejski spór o uchodźców to w istocie pierwsze starcie krajów Środkowej Europy z grupami ideologów dążących do takiego wymieszania społeczeństw w europejskich państwach, aby praktycznie wyeliminować kategorię narodu jako istotną kategorię społecznych wyborów. Wizja jednego, europejskiego państwa, którą postulował „nowy święty europejskiej lewicy” – Altiero Spinelli – zakłada właśnie likwidację państw narodowych. Temu ma służyć otwarcie granic Europy dla przybyszów z Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji i doprowadzenie do „efektu tygla”, w którym – za kilka pokoleń – nikt już nie będzie znał swoich korzeni. Nie ma złudzeń, ten plan będzie kontynuowany wszelkimi sposobami.

Stary dom trzeszczy w posadach
Dziś Europa Zachodnia wygląda jak wielopiętrowy dom, z którego wyniesiono wszystkie drzwi prowadzące do mieszkań żyjących tam osób. Teraz przelewa się przez nie niekontrolowany tłum nieznajomych, obcych ludzi.
Dziś nastąpiło fiasko tzw. planu relokacji, jego obowiązywanie wygasło pod koniec czerwca tego roku. Sprzeciw państw Europy Środkowej – szczególnie Polski i Węgier – okazał się skuteczny. Czy jednak pora otwierać szampana i świętować zwycięstwo? Gdyby wierzyć oficjalnej propagandzie, zwyciężyliśmy, gdyby jednak spojrzeć na to, co dzieje się na ulicach dużych polskich miast, okrzyk euforii zamrze na ustach. Oficjalnie nie zgodziliśmy się na wypełnienie zobowiązań rządu Ewy Kopacz i nie przyjęliśmy nieco ponad 7 tys. relokowanych z krajów europejskich uchodźców. W praktyce nie panujemy nad tak wieloma mechanizmami. Dziś nikt nie jest w stanie precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: