Między mini-szczytem a szczytem szczytów. Gra o jedność UE

Mimo że na dwa dni przed szczytem Rady Europejskiej odbyło się w Radzie UE wysłuchanie Polski w ramach procedury art. 7, to naszemu rządowi udało się zachować podmiotowość i, dzięki współpracy z grupą V4, uzyskać rozwiązania, które są dla Polski korzystne.


Już chwilę po tym, jak Mateusz Morawiecki ogłosił, że konkluzje Rady Europejskiej dotyczące migracji, przyjęte w nocy z czwartku na piątek, są wielkim sukcesem Polski, pojawiły się cyniczne uśmiechy, że oto kolejny raz mamy do czynienia z dmuchaniem politycznego balona. Według krytyków, sukces mający polegać na uniknięciu mechanizmu przymusowej relokacji nic nie znaczy, bo i tak nikt takiego mechanizmu nie miał w planach.
Gdybyśmy jednak posłuchali tych samych krytyków przed szczytem, to usłyszelibyśmy, że polski rząd postawił się w tak trudnej pozycji, że czeka go wyłącznie klęska. Kardynalnym błędem miała być odmowa udziału w zorganizowanym ad hoc przez Jean Claude’a Junckera mini-szczycie. Wysłuchanie Polski przed Radą ds. Ogólnych, na dwa dni przed szczytem, miało wywrzeć na nas taką presję, że właściwie zabrałoby jednocześnie jakiekolwiek pole manewru w negocjacjach. Choć krytycy mają rację: mechanizm przymusowej relokacji byłby nie do przepchnięcia, bo zablokowałyby go państwa V4, możliwy był jednak inny negatywny scenariusz. Ostre parcie Niemiec, Francji i Komisji do przeforsowania rozwiązań tego rodzaju, a w efekcie zakończenie szczytu bez osiągniętego porozumienia, z jednoczesnym jasnym wskazaniem, że to państwa Grupy Wyszehradzkiej łamią europejską solidarność.

Sukcesy V4
Ostatnie spotkanie europejskich przywódców pokazało też, że pojawienie się na politycznej scenie nowych graczy, takich jak kanclerz Austrii Sebastian Kurz, a przede wszystkim premier Włoch Giuseppe Conte, generuje spory chaos i nieprzewidywalność. Sytuacja zmienia się często, bardzo dynamicznie i trzeba mieć zmysł do szybkiej orientacji, bo może się okazać, że...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: